Agnieszka z Chełmży:

LILKA - TRZYLETNIE CONIECO

Reklama

Jedyną pewną rzeczą , którą można powiedzieć o trzylatkach jest to, że lat maja trzy nie miej - nie więcej , cała zaś reszta to tajemniczy worek pełen niespodzianek, pułapek, zaskoczeń.

Córki mam dwie - Zuzię lat 6 - przykład wręcz książkowy , żadnych większych problemów, trening czystości o czasie , samodzielne spanie, wreszcie życie przedszkolne,,,no i Liliannę lat 3 zupełne zaprzeczenie pierwszej , a wszystkie wypróbowane metody wychowawcze poparte literaturą, nauką

( niedyplomowany pedagog ze mnie heheh? niestety nie zdążyłam się obronić gdyż w międzyczasie akademickim rodziłam córeczki kochane), jak i doświadczeniem domowym i przedszkolnym (praca w tejże placówce) niestety poszły na marne. Lila okazała się awychowawcza.

Wybranie jednego zdarzenia, kawałeczka byłoby wręcz karygodne i nie oddawałaby tego, co tkwi w tak małym i zgoła niepozornym dziecku. Pozwolę więc sobie na rzeczową i krótką chrarakterystyczkę córeczki Lileczki.

LILKA - lat 3 ( latem będzie 4) , wzrost - stosowny do wieku, kolor oczu - brązowe, a nie czarne ( jej określenie) , włosy ? jasne, krótkie powycinane z tyłu - dziwnie ścięte (hehe),

Waga - normalna, jednak dziecko uważa inaczej i patrząc na film "Gruby i grubszy" mówi "a ten pan jaki gruby ale nie tak jak ja" ? (heheh),

ZNIKANIE - dzieci mają niezwykłą zdolność pojawiania się i znikania w dość nieoczekiwanych momentach.

Kiedy Lilka miała jakieś trzy miesiące położyłam ją spać na rozłożonym łóżku w pokoju dziecinnym i oddałam się mało romantycznemu acz znanemu każdej mamie zajęciu - prasowaniu maluśkich rzeczy, które czasami wyprasować się nie dają - jednak co chwila sprawdzałam czy mała oddycha ? to jakaś mania matek ? dziwne ale mamy zawsze sprawdzają czy dziecko oddycha, a już szczególnie jak leży na brzuszku i śpi smacznie- więc kolejny raz wchodzę do pokoju i patrzę, a jej NIE MA !!!!!!!!! Myślę realnie , że przecież nigdzie nie poszła , pies w ogrodzie, Zuzia w przedszkolu ? więc gdzie ona jest ?!!!!!!!!!!!

Przestrach ale opanowany musi gdzieś tu być, przetrzepuję kocyki, szukam za łóżkiem przed nim .Kurcze, nie ma, nagle słyszę kwilenie cichutkie?..

Łóżko było rozłożone i bokiem materaca przystawało, a nawet zachodziło na regał z książeczkami Zuzki . Lilka tego dnia nauczyła się turlać i postanowiła mi to pokazać zsuwając się z materaca i wślizgując na półkę z Kubusiem Puchatkiem i Baśniami Andersena?

Minął rok jeden i drugi , było lato, cieplutko wietrznie..

Jednocześnie zadzwoniły :domofon i telefon , a ja właśnie zamykałam drzwi tarasowe .Chcąc zrobić wszystko naraz podniosłam słuchawkę od domofonu, odebrałam telefon i zostawiłam niedomknięte drzwi. Wszystko trwało może pół minuty - ale jednak, koledze w słuchawce powiedziałam, że oddzwonię później, przycisk w domofonie nacisnęłam bezwiednie nawet nie pytając ? "kto tam"? odruchowo rozejrzałam się i spanikowałam jeszcze przed chwilą tu były i biegały gdzie są ?!!! zawołałam dziewczynki ? po chwili przybiegła Zuza , zawołałam Lilkę ? cisza. Zuza nie wiedziała gdzie jest. Serce podeszło mi do gardła ? taras- wypadła!!!!!!!!!!!!!!!!!! Jeszcze nigdy tak się nie bałam wyszłam na miękkich zupełnie nogach spodziewając się najgorszego - spojrzałam w dół szukając nawet nie wiem czego - oddychałam ciężko i łzy mi ciekły po twarzy ale nikogo nigdzie nie było. No przecież gdzieś musiała być ???..

Zaczęłam wołać i szukać pomyślałam, że może spadła ze schodów (mieszkaliśmy na piętrze domku) , zbiegłam na dół i wyszłam przed dom. Furtka była otwarta - no tak, przecież sama je otworzyłam naciskając przycisk, jak zadzwonił domofon - "o Boże"- pomyślałam - "tylko nie to , tylko nie ulica i nie samochód" rozejrzałam się ale to cicha spokojna okolica , żadnego auta, a już tym bardziej dwulatka, zaczęłam płakać i myślałam, że może ona jednak spadła z piętra i poczołgała się w trawę , nie wiem, tysiąc myśli się kłębiło we mnie , panika, strach wszystko naraz, pobiegłam do ogrodu ale nigdzie jej nie było . Furtkę zamknęłam.

Wróciłam do domu , zamknęłam też wreszcie te "cholerne" drzwi tarasowe i usiadłam w pokoju dziewczynek zaczęłam szlochać już nic nie rozumiejąc, nagle usłyszałam wydobywające się zza ogromnego osiołka (najbliższego kumpla Puchatka)ciche ??tu jestem??????????.

Lila przetrenowała moje uczucia i szybkość reakcji..

ARGUMENTACJA

Czasami jest bardzo prosta Lilka chce coś i na pytanie - dlaczego- odpowiada jak umie - ? bo chcę??..

Jednak, jeśli jej zależy na czymś potrafi zadziwić argumentami przedziwnymi i złożonymi.

Święta to czas prezentów Lilka miała swoje życzenia i chciała tylko dwa prezenty, mówiąc, że nie chce więcej , żeby starczyło dla innych i była chyba oburzona kiedy okazało się, że leżało ich troszkę więcej pod choinką ??.

TEMPERAMENT CZY ROZPIESZCZONY POTWOREK nigdy się nie dowiemy kiedy dusimy geniusz, a kiedy tylko ujarzmiamy złe nawyki?

Początki naszego wspólnego życia były ciężkie . Lila często "pływała" w hipermarketach po posadzkach, często zacinała się i wrzeszczała w domu nie dając się uspokoić ani prośbą , ani groźbą nie mówiąc o przekupstwie, a nawet z bezsilności "biciu" nic nie pomagało. Musiało upłynąć wiele, naprawdę wiele czasu, żeby nasze współistnienie miało sens i jakiś normalny wymiar, o co chodziło "i dlaczego tak się działo"...

Poranek słonko wyrzucam dziewczynki z łóżek i maszerują do łazienki myć buzię i ząbki. Po chwili słyszę płacz Lili. Wchodzę i widzę, że już nic nie poradzę . Biorę Lilkę na ręce - zupełnie sztywna ? swoja drogą to niesamowite jak dzieci potrafią zesztywnieć kiedy płaczą ? i kładąc na łóżku mówię, że będzie mogła wrócić i powiedzieć mi o co chodzi jak się uspokoi. Uspokaja się ? oczywiście po około dwóch godzinach i jeszcze chlipiąc mówi, że ona nie chciała nałożonej pasty na szczoteczce ( taka tradycyjka rodzinna kto pierwszy myje zęby zostawia na szczoteczkach ,reszcie rodziny, pastę) i sama chciała nalać wody do kubka itd.,i już wiem. Już jestem pewna - olśnienie, ona nie jest rozpieszczona , ona jest SAMODZIELNA do granic absurdu..

Włosy ma powycinane bo jej "dyndały" oczywiście , że jej pomogłam je powycinać "jakżeby nie" teraz nie przeszkadzają .

W markecie Lilianna leżała (pływała) po podłogach dlatego, że chciała pomóc , a ja myśląc, że to dla niej za ciężkie, sama powkładałam produkty spożywcze do koszyka.

Już wiem, że kiedy mówię - napiłabym się czegoś - Lilka odbiera to jako hasło , że ma wspiąć się po meblach , wyjąć kubek i nalać wody mineralnej ?itd???..ja już po prostu nauczyłam się ją "czytać", a ona chyba troszkę nauczyła "czytać" się mnie?????.

To taki zarys naszego współistnienia, niedoskonałe ono i czasami pokurczone ale nasze własne i powoli każda fałdka zostanie rozprostowana, z czasem?

Praca nagrodzona w konkursie "Maluch z temperamentem"

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje