Agnieszka z Gdyni:

"Mój dobry duch to mój Tata. Zawsze, kiedy nadchodzą ciężkie chwile, zdejmuje z moich ramion ich ciężar. Kiedy się potykam, podnosi moje czoło, by patrzeć w górę, nie pod stopy. Zawsze podpowiada, którą drogą pójść, by nie zabłądzić. Szepcze mojemu sercu, kogo pokochać, komu wybaczyć i komu zawierzyć. Kocham tę jego dojrzałość, to, że tak dzielnie znosi dąsy i wybryki swojej jedynej córeczki. Wiem, że mnie akceptuje, bez względu na to, ile błędów w życiu popełniłam. On wie, na które błędy mogę sobie pozwolić, do innych nigdy by nie dopuścił.

Reklama

Jest bardzo przystojny, trochę uparty, pracowity i bardzo dowcipny. Uwielbia wędkowanie, zimne piwo i oczy mojej mamy...

Ma opiekuńcze duże dłonie, za które mnie prowadzi do dziś. Mimo że mam już prawie 30 lat, on ciągle prowadzi mnie za rękę, kiedy go o to proszę.

Daje mi ciepło ojcowskiej dłoni, której nie dotykałam od 26 lat, od czasu, kiedy ostatni raz przed wyjściem do pracy chwycił moją małą rączkę na do widzenia.

Nigdy więcej nie dane mi było go zobaczyć, bo nie wrócił. Ale od tamtej chwili patrzy na mnie z wysoka. Cóż, to zdecydowanie lepsza perspektywa dla ojca. Nic nie umknie jego uwadze, nawet teraz wiem, że patrzy mi na ręce i sprawdza, czy, aby nie przesadzam z komplementami. Ależ Tato....!!!!!"

Praca nagrodzona w konkursie "Mój dobry duszek"

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje