Agnieszka z Łodzi

Mój pierwszy facet nie potrafił mnie słuchać, owszem, słyszał, to, co do niego mówiłam, ale nie słuchał. Rozstanie z nim, z zupełnie innych, błahych powodów okazało się jedną z najlepszych decyzji w moim życiu.

Kolejnego mężczyznę, mojego przyszłego męża, musiałam oswoić ze swoją kobiecością.

Reklama

Chciałam mieć partnera, nie tylko słuchacza.

Powoli uczyłam go sztuki rozmawiania. Tego, że trzy czwarte naszego przekazu to gesty, pozycja ciała, mimika, a tylko pozostała jedna czwarta słowa.

Lekcja po lekcji uczyliśmy się wzajemnie siebie słuchać z zamkniętymi oczami i milczeć patrząc sobie w oczy, oddychać wspólnym rytmem.

On nauczył się ode mnie sztuki aktywnego słuchania, którą wykorzystuje również w życiu zawodowym.

Ja nauczyłam się od niego prostego formułowania tego, co się chce powiedzieć.

Nie zawsze było tak różowo. Często zdarzało się, że wracał z pracy i otaczał się nieprzystępnym murem gazety lub po prostu milcząc leżał na kanapie. Już wiem, że on tego potrzebował, że nie można mu wtedy przeszkadzać. Po jakimś czasie przychodził do mnie i rozmawialiśmy.

Myślę, że osiągnęłam to poprzez tolerancję, na którą składa się nie tylko akceptacja odmiennego sposobu bycia mężczyzn, ale też przystosowanie się do tego stylu i współuczestniczenie w nim.

Nie używam sztuczek, czasami zdarza mi się gadać za dużo, a jemu nie pamiętać, o czym przed chwilą mówiłam. Wiem, że on zawsze stara się podawać gotowe rozwiązania zamiast pocieszać, chociaż tego oczekuję. Ale to nie jest najważniejsze.

Kiedy jest problem, potrafimy rozmawiać całkiem serio. A z kobiecego uroku korzystam dość często w innych sytuacjach, ale to już jest zupełnie inna historia.

Praca nagrodzona w konkursie "Jak rozmawiać z mężczyzną"

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje