Aneta z Gdańska:

Należę - niestety! - do osób bardzo przesądnych. Niestety, ponieważ pamiętanie o wszelkich przesądach jest męczące i wymaga nieustannej uwagi ;-) A mówiąc/pisząc zupełnie najpoważniej, najczęściej jest tak, że wolę o czymś na głos nie mówić, aby to wykonać, aby coś się stało rzeczywistością... Dlatego też wahałam się, czy powinnam zdradzić Wam swoje noworoczne plany, ale po kolei.

Reklama

Przede wszystkim, może to z powodu nietypowej aury pod koniec zeszłego roku i braku zimy, zupełnie nie odczuwałam przedświątecznej atmosfery i Boże Narodzenie oraz Nowy 2005 Rok spadły na mnie prawie jak grom z jasnego nieba... Dlatego też nie poczyniłam "oficjalnie" żadnych noworocznych postanowień jak co roku, ponieważ doszłam chyba do takiego etapu w swoim życiu, że zaczęłam wyznawać zasadę "naturalnej kolei rzeczy". Tzn. - wszystko ma swój czas i swoje miejsce albo parafrazując słowa Mirandy, jednej z zaginionych bohaterek wspaniałego filmu "Piknik pod wiszącą skałą", "wszystko zaczyna i kończy się we właściwym czasie oraz miejscu"... Dla mnie oznacza to przede wszystkim to, że w życiu na wszystko przyjdzie naturalna pora, na miłość, rodzinę, docenienie Rodziców czy Przyjaciół, na polubienie samego siebie.

W tym właśnie rozpoczętym roku postanowiłam być bardziej cierpliwą, wyrozumiałą, tolerancyjną, ale równocześnie konsekwentną. Pogodzoną ze swoimi słabościami, ale i gotową z nimi walczyć. Tolerancyjną dla tego, co dobre, ale bezlitosną dla głupoty i nietolerancji. Żyjącą świadomie i smakującą każdą chwilę, chwytającą dzień.

Ech, nieważne, czy zgubię 2 czy 3 centymetry w biodrach, czy na zawsze powiem "żegnaj" słodyczom - nie, nie powiem ;-) Ważne jest to, abym była szczęśliwą z powodu błahych spraw i doceniającą drobiazgi typu 3 promyki słońca czy też uśmiech miłej memu sercu osoby.

Praca nagrodzona w konkursie "Noworoczne obietnice"

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje