Anna, Gomunice:

Najbardziej lubię siebie w takie dni, jak ten. Za oknem zmierzch, deszcz gra o szyby tylko dla mnie, a ja zatopiona w muzyce po prostu jestem.

Kanapa jest miękka, a koc ciepły i włochaty jak perski kot. Kawa w filiżance pachnie Brazylią, w której nigdy nie byłam, ale kiedyś może będę. Porcelana rozgrzewa moje dłonie, dłonie moje samotne… W pokoju panuje półmrok, a we mnie spokój, łagodność i tęsknota. Wieczne pióro spadło na podłogę, na stole został niedokończony wiersz, a „Spóźnieni kochankowie” czekają. Ja czekam z nimi, choć czekanie jest męką, gdy trwa dłużej niż chwilę. Ta tęsknota dławi gardło jak kamień. Czas się chyba zatrzymał. Zamykam oczy. Źrenice wrzucone w ciemność pęcznieją, a włosy pachną cedrem. Udaję, że nie słyszę cichutkich pomruków zegara. Lubię siebie taką zamyśloną, zasłuchaną, zakochaną; siebie w oknie, w wełnianych skarpetach i gryzącym swetrze. Lubię stawać się sobą, zapominać, że za pajęczyną firanek dzieje się świat. Myślę wtedy o miłości i o JEGO ustach, które szeptały: „Skórę masz jak aksamit”. Lubię w sobie tę kobietę, którą we mnie obudził JEGO dotyk. Uwielbiam przeglądać się w lustrach JEGO oczu. Dlatego czekam, aż przyniesie je do mnie ze sobą, aż zadzwoni do drzwi. Najpiękniejsza jestem w JEGO ramionach. Teraz zaś jestem jak Śpiąca Królewna. Sama w moim małym zamku uczę się cierpliwości. Lubię siebie za tę wierność mojego serca. To serce, choć takie malutkie, wystarczy dla dwojga. A deszcz niech sobie pada, bo też go lubię. On właśnie przyniósł mi to, co w moim życiu jest najcenniejsze. Zatem czekam, tęsknię i kocham, choć Brazylia w moich dłoniach już dawno zrobiła się chłodna.

Reklama

Tekst jest pracą konkursową na temat "Lubię siebie...".

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje