Anna z Tarnowa

Moją najlepszą zmianą była zmiana na... lepsze.

Słynęłam z wyrachowania, ciętego języka. Nawet najbliższym nie szczędziłam złośliwości. Cóż taka natura we mnie drzemie - tłumaczyłam siebie samą.

Reklama

Lecz, kiedy zachorowałam i potrzebowałam kogoś bliskiego, nagle okazało się, że nikt przez moje zachowanie mnie nie lubi. Zostałam sama, nikt mnie nie odwiedzał. Nie ma się co dziwić, ludzie stronili ode mnie, bo zamiast życzliwego słowa mogli usłyszeć jedynie kąśliwą uwagę na temat ich wyglądu. Ten ciężki czas dał mi wiele do myślenia. Postanowiłam zmienić w sobie nastawienie do ludzi. Było mi bardzo ciężko, bo przecież zmiana charakteru, to nie obcięcie włosów, czy zmiana ich koloru.

Już niedługo cały mój świat miał się wywrócić do góry nogami. Miałam mieć grono koleżanek, z którymi spędzałabym popołudnia w centrum handlowym, a wieczory przy lampce wina i plotkach. Chciałam mieć wszystko już, szybko, od razu. Jakże bardzo się rozczarowałam. Gdy przywitałam wszystkich w pracy z promiennym uśmiechem, częstując każdego świeżymi rogalikami, patrzyli na mnie jak na przybysza z kosmosu. Jestem pewna, że myśleli, że chce ich otruć, lub coś gorszego.

Pozyskiwanie przyjaźni okazało się ciężką drogą z niepewnym celem. Na razie jestem gdzieś w połowie osiągnięcia sukcesu. Nawet zostałam zaproszona na imieniny. Jednak ciągle walczę ze swoją dawną naturą, a gdy mam ochotę na złośliwość po prostu gryzę się w język. Uważam, że zmiana siebie, swojego zachowania to najtrudniejsza decyzja mojego życia, najtrudniejsza do wykonania, ale możliwa. Nawet polubiłam siebie taką miłą i dobrą i jestem szczęśliwa, że ludzie mnie lubią.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje