Biofeedback, czyli mózg na dopingu

Przy stole siedzi mężczyzna. Intensywnie wpatruje się w monitor. I nie byłoby może w tym nic zaskakującego, gdyby nie to, że właśnie gra na komputerze, nie wykonując przy tym ani jednego ruchu. Do głowy przyczepione ma kabelki, dzięki którym może sterować grą bez udziału rąk, bezpośrednio z centrum dowodzenia, czyli... ze swojego mózgu.

Czy to scenka z filmu science-fiction? Nie, to coraz popularniejszy już i u nas biofeedback, tzn. stymulacja mózgu z wykorzystaniem komputera. Zabiegi oferuje obecnie w Polsce kilkadziesiąt gabinetów. Metoda pomaga nie tylko w terapii rozmaitych chorób i zaburzeń neurologicznych. Biofeedback harmonizuje pracę obu półkul, dzięki czemu także ludzie zdrowi zwiększają swe możliwości. Chodzi tak o intelekt, jak i o odporność psychiczną.

Reklama

Mózg i ty - zgrana spółka

Mózg to gigantyczny twardy dysk. A ty wykorzystujesz jedynie kilka procent jego możliwości. Szkoda, bo mogłabyś dowolnie nim sterować, np. gdy prosisz szefa o podwyżkę lub rozmawiasz z kimś, kto ci się podoba. Tymczasem język ci się plącze, nogi stają się jak z waty...

Nie wierzysz, że można nad tym zapanować? Przypomnij sobie spokojną, skupioną twarz Adama Małysza, kiedy przed skokiem pokazują go kamery. Najprawdopodobniej właśnie "rozmawia" on ze swymi szarymi komórkami. Jego mózg dostaje rozkaz: pełna mobilizacja, cel, sukces! I każdy z nas może w stopniu większym lub mniejszym wpływać na procesy, które wydają nam się całkowicie od nas niezależne.

Tego uczy biofeedback. Dlatego stosują go artyści i sportowcy - by pokonać stres przed występem, biznesmeni - postawieni w sytuacji podejmowania błyskawicznych decyzji, maturzyści - w sytuacji egzaminacyjnej. Bardzo dobre efekty osiąga się w terapii dzieci, mających problemy z nauką.

Biofeedback nie tylko pomaga w zapamiętaniu wiersza czy pozbyciu się bólu brzucha przed klasówką. Sprawdza się w leczeniu dysleksji i dyskalkulii, jąkania, różnych uzależnień. Stosowany jest u osób z porażeniem mózgowym i upośledzonych psychicznie.

Jak to działa?

Nasz mózg emituje kilka rodzajów fal. Różnią się one w zależności od tego, czy właśnie złościsz się na męża, stresujesz przed rozmową z szefem czy opalasz się beztrosko na plaży. Za wszystko, co czujesz, odpowiadają procesy elektryczne w twoich szarych komórkach. W dzisiejszych czasach możne je nie tylko zmierzyć, ale i wpływać na nie. Na przykład poprzez biofeedback. Podczas zabiegu tego typu na głowie pacjenta umieszcza się elektrody, dzięki którym mózg łączy się z komputerem i steruje specjalnie stworzoną grą.

W zależności od tego, czy wygrywasz czy przegrywasz, w mózgu zachodzą różnego rodzaju procesy, które wywołują stres albo zadowolenie.

Zapis fal emitowanych przez mózg widzisz na ekranie - przypomina wykres. Dzięki treningowi mózg uczy się, jak ograniczać ilość niekorzystnych fal i zwiększać tych dobroczynnych (alfa), które pomagają osiągnąć zamierzony cel. Tworzą się nowe połączenia między szarymi komórkami - innymi słowy, zaczynasz wykorzystywać coraz większe połaci mózgu.

Np. osoby z dysleksją i dyskalkulią, u których występują zaburzenia części mózgu odpowiedzialnych za liczenie i pisanie, uaktywniają inne jego obszary, by lepiej radzić sobie z matematyką i ortografią. Biofeedback pomaga też lepiej radzić sobie z emocjami, co jest podstawą sukcesu w każdej dziedzinie życia.

Trening czyni mistrza

Biofeedback wymaga od ćwiczącego wysiłku. By szare komórki były posłuszne, trzeba męczyć je systematycznie. Ale warto. Bo odczuwa się wyraźną różnicę w codziennym funkcjonowaniu, reaguje się szybciej, łatwiej zapamiętuje, błyskawicznie kojarzy fakty. Jeden zabieg kosztuje ok. 80 zł, zazwyczaj zaleca się 10 sesji, nie rzadziej niż raz na tydzień.

Marianna Dzierżanowska

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje