Bożena z Piaseczna:

Mężczyzna prawie idealny...

Miałam szczęście spotkać na swojej drodze takiego mężczyznę- mojego męża. R. łączy w sobie cechy, które dają kobiecie komfort poczucia bezpieczeństwa z odrobiną szaleństwa, co sprawia, że we wspólne życie nie wkrada się stagnacja.

Reklama

R. jest człowiekiem odpowiedzialnym i dojrzałym; prowadzi rozwijającą się i dobrze prosperującą firmę i zawsze podziwiałam w nim smykałkę do cyfr, dzięki której ja- humanistka- nie zaprzątam sobie głowy rachunkami, czy kredytami- mogę się zdać na jego decyzje. Jednocześnie nie jest nudnym "biznesmenem". Ma w sobie wiele spontaniczności i radości dziecka. Jest optymistą celebrującym życie. Pociągają go wyzwania, np. latanie na motolotnii, marzy o skoku na bungy. Uwielbia śnieżne szaleństwo na nartach po stokach Austrii.

Jest wytrawnym kucharzem i przyrządza wspaniałe kolacje, okraszone blaskiem świec, czy wątlącymi się kadzidełkami- stuprocentowy romantyk.

Cenię go za pomysłowość i wytrwałość, gdy zdobywał moje serce. Najbardziej ujął mnie wręczając mi po pół roku naszej znajomości... pęk listów miłosnych i wierszyków, które do mnie przez ten czas pisał... W tamtym okresie naszej znajomości nieustannie mnie zresztą zaskakiwał: gdy np. wymyślał preteksty do ?podróży służbowych", by "przy okazji" odebrać mnie od moich rodziców i zawieść do Warszawy.

NIE BYŁO I NIE MA DLA NIEGO GÓR NIE DO POKONANIA W DRODZE DO CELU. W końcu mój podziw dla niego przerodził się w wielkie uczucie. Na zaręczyny R. zadłużył się, by ofiarować mi pierścionek z brylantem.

R. jest trochę takim nowoczesnym romantykiem z innej epoki.

Moje, naszego synka, czy wspólne święta są dla niego pretekstem do celebrowania naszej miłości. Prezent dla mnie zawsze jest przemyślany i niebanalny, a dodatkowo jeszcze pięknie zapakowany. Na moje 30-ste urodziny wyszukał na targu staroci w Krakowie przepiękną srebrną torebkę z końca XIX w. Potem nocami ją czyścił.

Mogę na niego liczyć. Gdy jako początkujący kierowca bałam się zimą wracać od rodziców- przeziębiony R. 4 godziny w śnieżnej zawierusze jechał do mnie autostopem...

I cenię go za ten romantyzm i skłonność do poświęceń tym bardziej, że z dawnych czasów pamiętam mężczyzn często samolubnych, egoistycznych i wygodnych, rozglądających się za panienkami z pokaźnym posagiem...

R. nie jest ideałem, bo takowych nie ma. W rutynie codziennego dnia denerwuje mnie jego bałaganiarstwo i czasami lenistwo. Cierpię z powodu jego braku umiejętności słuchania, skupienia się. Potrafi być niecierpliwy, trochę zarozumiały i ciężko znosi jakąkolwiek krytykę. Podobno to typowe męskie cechy, ale ja nie lubię uogólnień.

Gdy jednak nie rozkładam przysłowiowego śledzia na ości i osteczki, tylko patrzę "całościowo"- cenię mojego męża za cechy takie, jak: lojalność, oddanie mnie i naszemu dziecku, troska oraz niepohamowana radość życia, entuzjazm, pomysłowość i romantyzm. Przy nim czuję się akceptowana, kobieca i piękna- co jest wielkim komfortem. Przy nim czuję się wyjątkowa. Pierwszy raz w życiu te uczucia towarzyszą mi tak długo; przekonują mnie, że R. jest tym właściwym mężczyzną, dla mnie prawie idealnym...

Żyjemy w trudnej dobie zagubienia- błądzimy we mgle, jeśli chodzi o role i cechy "przypisywane" obu płciom. Kobiety zrzuciły (na szczęście) uwierającą je niegdyś skorupę konwenansów, ale głosem czasem zbyt ostrym krzyczą radykalne feministki, a mężczyźni wycofują się lub odpowiadają agresją. A ja... cieszę się, bo R. nie boi się być gentelmanem i dba o swoją kobietę, nie ograniczając przy tym mojej potrzeby rozwoju i nie tracąc nic ze swojej męskości...

Praca została nagrodzona w konkursie "Mężczyzna moich marzeń".

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje