Czy mam prawo do swojego życia?

Odkąd wyszłam za mąż, zajmuję się domem i dwójką dzieci. Utrzymuje nas Waldek, mój mąż, który pracuje jako kierowca. Nasze dzieci są już prawie dorosłe, mogłabym więc już dawno pójść do pracy.

Niestety, mąż mi na to nie pozwala. Uważa, że moje miejsce jest w domu, bo gdy on wróci z pracy, ma na niego czekać gorący, świeży obiad. Prawda jest taka, że nie sprzeciwiałam się mężowi. Zresztą, w naszym małżeństwie to on podejmował zawsze wszystkie decyzje, ja nie miałam zbyt wiele do powiedzenia. Kilka razy próbowałam tłumaczyć mu, że bardzo chcę pracować, że przecież dodatkowe pieniądze zawsze się przydadzą. Ale on kategorycznie ucinał rozmowę. Nie chciałam kłótni, więc z czasem przestałam wracać do tematu. Ale cały czas o tym myślę. W pewnym momencie przyszedł mi nawet do głowy konkretny pomysł. Mam smykałkę do szycia, zawsze wszelkie poprawki i przeróbki dla rodziny robiłam sama. Mogłabym więc pójść na kurs szycia, a potem otworzyć zakład krawiecki - co ważne, w domu. Dom, a zwłaszcza mąż, nie ucierpiałby na tym, nadal gotowałabym mu obiady. Boję się jednak powiedzieć mu o moim pomyśle, bo przecież wiem, jaka będzie jego reakcja. Nie mówiąc o tym, że gdybym miała iść na kurs szycia, musiałabym mieć na to pieniądze. A mąż mi ich nie da. Co więc mam robić? Jak rozmawiać z mężem? Jestem tym wszystkim po prostu załamana.

Reklama

Stenia, 43 lata

Chwila dla Ciebie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje