"Do Amsterdamu" - sztuka wyboru

Brać albo nie brać - to najczęstszy dylemat bohaterów książki Michała Olszewskiego "Do Amsterdamu". Muszą podejmować decyzje czy czerpać z życia pełnymi garściami, czy raczej skupić się na postawowej egzystencji. Czy akceptować drugą osobę taką jaką jest, czy trzymać od niej z daleka. Czy wynieść się z Krótkiego Miasta do Warszawy, a może nawet dalej... I najbardziej dosłownie - poddać się nałogowi, czy próbować z nim walczyć.

Każdy z tych dylematów jest nam znany, spotykamy się z nim na co dzień w naszym życiu, opowieściach znajomych. Ciągle stajemy przed wyborem, szukamy najlepszego wyjścia, czasem kompromisu. Michał Olszewski mówi nam o tych rzeczach naturalnych, wręcz oczywistych, ale robi to w sposób niebanalny.

Reklama

Kobieta

"Tej nocy chciałem zapomnieć się bez reszty. Całowałem nagie ciało Anity, chwytałem delikatnie w zęby jej naprężone, otoczone guzełkowatymi wypukłościami sutki, wracałem w górę, ku szyi i miękkim, jasnym włosom. (...) Potem w dół po brzuchu, do sekretnego znamienia wokół pępka, małej wystającej kropki, która wyglądała jak kropla żywicy albo wysepka na oceanie skóry, i jeszcze niżej, przez cienką skórę pachwiny, pod którą pulsowały pęczki bladoniebieskich żył, całowałem uda, kolana, łydki. A potem w górę, wyżej... - Czy ty o czymś nie zapomniałeś - przywołała mnie do porządku, unosząc głowę z poduszki."

Kariera i marzenia

"Po miesiącu czekała na mnie niespodzianka. Poszedłem z bijącym sercem do kasy po wierszówkę, oczekiwałem może nie Bóg wie czego, ale jakiejś sumy, która pozwoliłaby mi nie zdechnąć z głodu. I kiedy pani położyła przede mną dwa banknoty stuzłotowe, pomyślałem, że musiała zajść jakaś pomyłka. (...) Klepałem przez kilka miesięcy dziennikarską biedę, ale nie chciałem z niej zrezygnować, bo trudno się rozstawać z marzeniami."

Ucieczka

"Nie było nic do powiedzenia. Cisza i bezruch osaczyły nas w to niedzielne popołudnie i wzięły w swoje władanie. Jakby nie istniało nic poza palmą, wąskim kawałkiem ulicy, ledwo widocznym zza kotary gęstego śniegu, żółtawą herbatą. (...) To właśnie wtedy podjąłem decyzję o ucieczce."

Nałóg

"Zdążyłem jeszcze dobiec do akademika, i koniec. Straciłem przytomność na korytarzu, nawet nikt się nie zdziwił, rzucili mnie na łóżko, myśleli, że to z pijaństwa. Wstałem rano i uciekłem. (...) Dochodziłem sporo czasu do siebie, cały czas dochodzę, ciągle się pilnuję. (...) Jedyne, co zostało, to skłonność do gawędziarstwa, lubię pogadać o dragach. Taki ćpun-gawędziarz się ze mnie zrobił."

Opowiadania zebrane w "Do Amsterdamu" zdobyły główną nagrodę wydawnictwa ZNAK w konkursie na najlepszą prozę.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje