Dominika ze Stalowej Woli:

Łączyło nas wiele: aktywny wypoczynek, charakterystyczn epoczuce humor, znajomi... a przede wszystkim 19 miesięcy wspólnego bycia. Mniej oficjalne jak przysięga małżeńska, jednak nie mniej zobowiązujące. Wyjątkiem nie byliśly - nie prezentowaliśmy się jako idealna para, uciekająca od kłótni i różnicy zdań. Być może ja byłam niejednokrotnie bardziej wygadana aniżeli on, lecz on przewyższał mnie swoją pamiętliwością. Kręciło się to, od 19 miesięcy raz z uśmiechem, raz ze łzami w oczach a w gardle moc nieporozumień.

Reklama

Powoli, powolutku coś się zmieniało w nas, on był coraz bardziej oschły, zdenerwowany, nieobecny i niezainteresowany mną. Napięcie wzrastało wraz z podwyższeniem się stanu gotowości bojowej, przejawiającej się m.i w zmienie hasła na komunikator, zmienia innych haseł, ukrywania telefonu. Był to wielki krok - jak się okazało, krok w jedną stronę. Poczatkowo nie budziło to zainteresowania, jednak z czasem zachowanie to stało się naganne i dziwne. Stało się niemal jasne, że coś ma na sumieniu. JEdnak nie miałam żadnych dowodów, bo i jak facetowi udowodnić, że coś go z kimś łączy - nawet platoniczne uczucie. Jak komukolwiek to udowodnić?

W pamięci rusyję się wspomnienie, że kiedy wpsominałam słowo "zdrada" reakcja byłą jedna - zarzekanie się, mówienie że najgorsza jest zdrada psychiczna. W głowie cicho powtarzałam słowa dobrze znanej mi piosenki "cicha woda brzegi rwie(...)". Jednak punktem kulminacyjnym okazała się niezapomniana data 1 styczeń 2005. Po udanym sylwestrze, upojnej nocy, cała w skowronkach i uśmiechem na ustach złapałam jego telefon by pograć w grę. Kobieca ciekawość kazała zajrzeć do skrzynki odbiorczej.

Totalny bałagan w głowie, szum, zakołysanie się ziemi pod nogami.

"A jednak" - pomyślałam, "intuicja dobrze podpowiadała", słowa "słonko, kochanie, przesyłane buziaki wirowały przed oczyma. Zamarłam.

On nie usłyszawszy odpowiedzi na swoje ptanie "kochaine, z cukrem czy bez?" przyszedł do pokoju. Kiedy spojrzał na telefon w mojej ręce stanął jak wyryty. Już o nic nie pytał, uśmiech uciekł z jego twarzy. Strasznie mocno mnie przytulił i zaczał gorączkowo przepraszać. Odsunęłam się, nie chciałam go znać.

Wybaczyłam.

Jednak każdego dnia, budząc się zastanawiam się czy zrobiłam słusznie. On do dnia dzisiejszgeo utrzymuję kontakt z tą.... z nią. Niech ona zostanie nią, bez epitetów. Wie, że jest zajęty mimo tonie urwali kontaktu.

To boli... Ale moja ś.p Mama mówiła "traktuj ludzi, jak ty byś chciała aby cię traktowano" - i tak zrobiłam. Teraz pytanie: czy słusznie?

Praca nagrodzona w konkursie "Wybaczalne kłamstwo"

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje