Edyta z Piły:

Kolejny wariacki dzień. Od rana zawaliło nas papierami, telefonami i ludźmi. Skąd oni się biorą??? Firmowe schody z dołu do góry i z góry na dół - policzyłam dokładnie - pokonałam dziś 48 razy. A na dokładkę zepsuł się grzejnik... Za nic nie można skręcić skali i... mamy Hawaje! Aga zdjęła już z siebie z trzy warstwy - preferuje styl "na cebulkę". Ja wolę jedną a konkretną rzecz: albo konkretnie przewiewną albo konkretnie szczelną.

Reklama

Dziś - na szczęście - mam na sobie luźną, wygodną, krepową koszulę. Jest biała i trochę przezroczysta. To zabieg celowy: kupiłam fantastyczny stanik z bawełnianej koronki w kolorze kakao... Lubię połączenia naturalnych kolorów, bieli, orzechów, czekolady, kory, jarzębiny, kasztanów, żołędzi, drewna. Chwytam więc rano nowy stanik, ulubioną koszulę, luźną, swobodną, ale elegancką, wskakuję w nią. Ze spodniami mam problem. Jedyne w brązach, które stylowo pasują do kompletu - ani nic nie pasują do butów... Już mam zmienić "wersję na dziś" i zrezygnować z biało-naturalno-kakaowych odcieni, kiedy - eureka! - przypominam sobie, że przecież mam gdzieś takie buty na słomianym bądź słomianopodobnym koturnie z rudoczerwonymi paskami! No i zaczyna się: 6.20 - szafka w przedpokoju (Znajduję kozaczki z bordowej skóry jeszcze z czasu studiów! Trzy poziome zamki, szlufka na pasek, pełen luz. Genialne! Są i skórkowe sandałki całe z cienkich, bordowych i jasnobrązowych paseczków, są zwykle klapki na 4-centymetrowym obcasiku z gęstej, srebrno-czarnej mozaiki, jakieś fakirki i w końcu botki z grubego, tweedowego materiału w kolorze pomarańczy - od ciotki - których ja kretynka nie chciałam o dziwo nosić całe wieki! Buch je do szafki w korytarzu. Przydadzą się zaraz jutro. Bo dziś, niestety, nie pasują do stanika;(Szukam dalej). 6.28 - szafa w sypialni (Dwie ażurowe bluzeczki z kordonku, czarne, seksowne, stylowe, piękne, z delikatnym wzorem - wyrób ręczny sąsiadki - oszczędzane tak bardzo, że w końcu zagubione;), jest i ponczo - przebój ubiegłego roku, no.. może da się założyć jeszcze tej jesieni???) 6.39 - komódka w salonie (Żadnych butów, za to rewelacja! Srebrna bransoletka z wielkim bursztynem. Nie przeładowane, eleganckie cacko. Jak mogłam o niej zapomnieć?!) 6.54 - pawlacz (Trzy kartony, kurde! Stare, prawdziwie czarne dżinsy, dwie pary getrów, ale dlaczego tutaj??? Co??? - marynowane buraczki... Hm;) Dalej - bluza z pętelkowej tkaniny, chropowata, a jednak miła w dotyku - w biało-popielate pasy i sweter z lejącej, kremowej włóczki, przywieziony ze Słowacji - jak ja go szukałam! Uwielbiałam wtulać się w niego cała, był miękki, świeży, przyjemny, ciepły, czuły! Wtulę się, jak wrócę z pracy. O rety! Przecież praca! Autobus! A buty?! Są! Na szczęście! W trzecim kartonie! Czyszczenie! Szybciej! Szybciej! Gotowe! Jeszcze tylko rudawe korale! Na szczęście je mam! Bez nich buty byłyby bezużyteczne! Ale gdzie te korale?!! Może kolczyki?

I tak docieram do pracy. Tu bieganie zaczyna się od nowa. Tyle że szukam już innych rzeczy;) A potem znowu biegnę - oczywiście w przeciwnym kierunku. Nie muszę, ale biegnę! Ledwie zamknę za sobą drzwi mojego mieszkania, już zrzucam z siebie kolejno buty, biżuterię, ciuchy. Lubię swobodę na co dzień - bezapelacyjnie. Za to w domu cenię maxswobodę! Portki dresowe, getry, trykotki, bluzy, "udomowione", miękkie swetry o długaśnych, powyciąganych rękawach... Chowam się w nich cała i... czuję się taaaaaka malutka;)))))

Praca została nagrodzona w konkursie "To jest mój styl"

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje