Erotyka na trudne czasy

Seks, hazard, papierosy i alkohol to "blue chipy" na okres światowego kryzysu.

Korespondentka AFP postanowiła sprawdzić, jak odbije się on na australijskim biznesie erotycznym. Przedstawiciele tej gałęzi przemysłu nie mają jednak wątpliwości, że nawet jak banki wyrżną o same dno, najstarsza profesja świata zostanie jedną z niewielu ostoi gospodarczej stabilizacji.

Reklama

- Myślę, że zawsze w czasach kryzysu gospodarczego, prawdziwymi "blue chipami" (określenie dużych spółek giełdowych, które mają duże zaufanie inwestorów i stabilny kurs - przyp. red.) są alkohol, papierosy, hazard i biznes erotyczny - mówi Catherine z domu publicznego Xclusive. - Myślę, że jest tak dlatego, że ostatnią rzeczą, z której mężczyźni zrezygnują, jest właśnie picie, seks, obstawianie i palenie - dodaje.

Neil Gilmore, który jest właścicielem domu publicznego Pentagon Grand w Queensland, wspomina, że nie było żadnych problemów zarówno po atakach 11 września, jak i w trakcie epidemii SARS. Ale dodaje, że jeśli kryzys doprowadzi do spadku zatrudnienia w sektorze górniczym, może dojść do redukcji przychodów.

Janelle Fawkes, szef Scarlett Alliance, organizacji skupiającej pracowników seksualnych, potwierdza, że biznes jest w pewien sposób odporny na recesję. - Na pewno trochę się zmieni. Ale przemysł jest znany z tego, że potrafi zaadoptować się do nowych okoliczności - mówi.

Fiona Pattern, która przewodniczy Eros Foundation wspomina z kolei kryzys ekonomiczny w Australii 15 lat temu. To on sprawił, że musiała się przebranżowić. - Miałam butik z ciuchami. Przez pewien czas przychodziły do mnie tylko prostytutki, bo tylko je stać było na tak drogie rzeczy - mówi. - Ludzie mogą rzadziej wyjść na obiad, albo nie jechać z rodziną na wakacje. Ale dalej będą kupować porno. To taki tani towar luksusowy - stwierdza.

Madeleine Coorey (AFP), tłum. i opr. ML

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje