Huśtawka rozstań

Krucha konstrukcja związku rozpadła się. Próbowaliście już 101. raz. Decyzja: rozstajecie się. Zamykanie drzwi i "sprzątanie" po związku to zadanie dla stanowczych i wytrwałych.

Idealna sytuacją jest zgodność obydwu połówek co do bezsensu "cerowania" w nieskończoność poszarpanej relacji. Dominującą jest jednak zasada asymetrii - jedna strona inicjuje "rozwód", traci cierpliwość, nie jest już w stanie dłużej dźwigać "razem", nawet w imię miłości.

Reklama

Nie wszyscy potrafią trzymać się powszechnie znanej zasady, że nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki: "(...) przyrzekają, że wszystko się zmieni na lepsze. Zgadzasz się spróbować. Nic się nie zmienia. I facet Twoje kolejne sugestie o rozstaniu przestaje traktować poważnie. Potem się z nich śmieje...Tobie prosto w nos"; czy "(...)prosiłam, aby się wyprowadził. (...) załamał się, płakał, klęczał, mówił, że żyć beze mnie nie może itp. Obiecywał, że będę miała jak w bajce, że się postara, aby było jak 4 lata temu miedzy nami, ze nie pozwoli mi odejść, bo zbyt mocno mnie kocha, że jeśli odejdę, to nie będzie miał domu, i gdzie pójdzie.. Został. To jest dla mnie żałosne" - jak piszą nasze forumowiczki.

Niemal obrzydzenie wobec błagającego partnera to bieżąca konsekwencja. W przyszłości taka "miękkość" też potrafi przynieść tępy ból i żal: "Tyle lat temu mogłam wszystko zmienić, być twardą... teraz brak mi nadziei, stałam się znerwicowana, albo dla odmiany apatyczna... nic mi się nie chce. Zaznaczam, że mój mąż był też 'dobrym człowiekiem'...". Branie "na litość" może być też sposobem na zemstę odrzuconego:"(...) jak zdecydowałam się na powrót, rozkochał mnie w sobie na nowo. Udało mu się. To wtedy odszedł do innej. Do mnie dzwoni jak ma problem, a ja zostałam sama".

Najgorszą opcją wydaje się jednak toksyczna czkawka, jaka potrafi nam zafundować eks, może jeszcze nie do końca eks. "Mojego eks nie mogę pozbyć się już przeszło dwa lata. Myślę, że po prostu brak mi stanowczości. Uciekam przed nim, ukrywam, on wciąż szuka, walczy, ja w końcu mięknę i wracamy do punktu wyjścia. Nie ma dnia, żeby do mnie nie zadzwonił. Często oskarża mnie o zdrady, zabrania spotkań z kimkolwiek, przeszkadzają mu nawet moje wyjścia do sklepów. Urządza wielkie awantury. Więc wiele przed nim ukrywam. (...) wiem, że to toksyczny związek, bez jakiejkolwiek przyszłości, jednakże nie potrafię z tego wybrnąć. (...) nie wiem co robić, jak długo jeszcze wytrzymam taką huśtawkę i czy w końcu on nie zrobi krzywdy komuś albo mi. Kochamy się i nienawidzimy. To obłęd".

Banałem jest stwierdzenie, że pozbywanie się korzeni, znieczulanie ran, "sprzątanie" po związku nie jest rzeczą prostą i nie można się tego nauczyć. Zawsze jest to mniej lub bardziej "krwawa" wojna. Należy jednak pamiętać, że "(...) ograniczymy 'zerwanie' do zwykłego 'papa, już po', to się nie dziwmy, że drugi człowiek nie zrozumie i nie będzie chciał tego zaakceptować. Tak na początku, w trakcie jak i na końcu należy się partnerowi szacunek - należy mu go okazać i dobitnie wyjaśnić powody takiego stanu rzeczy - on/ona na to zasługuje".

W tzw. związkach niewzruszalną regułą jest brak reguł. Nigdy nie ma pewności, że spróbować 101 razy, to już wystarczająco wiele. Nie można tez powiedzieć, że nie da się poukładać życia z tym samym partnerem po raz drugi. Większość forumowiczów jest jednak zgodna, że najlepszą receptą na ból po rozstaniu jest niewątpliwie nowa miłość.

Dowiedz się więcej na temat: rozstania | sprzątanie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje