Imprezka? Lepiej to przeczytaj...

Nie ukrywam - na imprezy różnorakie chodzę często. Przynoszę sobie z nich nowe plotki, kontakty, siniaki, czasami wyrzuty sumienia. Raz nawet przyniosłam gips i kule - takie były tańce! Ale nie o tym chciałam mówić. Jako doświadczona imprezowiczka dam Wam kilka dobrych rad. Sama je sobie powtarzam na kwadrans przed wyjściem z domu.

Przede wszystkim musicie zadbać o odpowiednie dobranie ubioru do charakteru imprezy. Nie mówię tu nawet o tym, żeby nie wyskoczyć w ubranku a la Britney ze stadionu X-lecia na uroczysty bankiet. Ale bądźcie pewne, że zakładanie butów na wysokim obcasie na koncert muzyki ska nie jest posunięciem taktycznym (stąd ten gips). W najlepszym wypadku jeszcze przez trzy miesiące nie dodacie sobie ani trzech centymetrów wzrostu.

Reklama

Na facetów trzeba bardzo uważać. Zwłaszcza na swoich. Niczym nie zepsujesz sobie tak humoru jak nieco dłuższą rozmową z kolegą. Popamiętasz to jeszcze co najmniej przez tydzień i nie będziesz miała szans zapomnieć przy okazji kolejnych scen zazdrości. Dlatego rada jest prosta - do naprawdę dobrej zabawy potrzebny jest święty spokój. Faceta wysyłasz na męski wieczór (dla bezpieczeństwa oczywiście), a ze znajomymi schodzisz do klubu znajdującego się poniżej poziomu gruntu - 80 proc. pewności, że "komórki" nie mają tam zasięgu.

Raz na jakiś czas należy się wynurzyć z piwnic, aby wykonać kontrolny telefon. Szczególną uwagę trzeba wtedy zwrócić na tzw. odgłosy w tle. Damski śmiech i... już stęskniona wracasz do miłości swojego życia. Chyba, że absolutnie nie masz na to ochoty, to już zupełnie inna historia... I na pewno pod tym względem rad udzielać nie muszę.

Przez trzy godziny przed wyjściem na imprezę w gronie czysto firmowym chodzę po domu powtarzając: "nie kłócić się z szefem", "nie kłócić się z szefem", "nie kłócić się z szefem"... Szef przychodzi, a pół godziny później już trwa wymiana poglądów. Zwłaszcza, że zazwyczaj przychodzi dość późno... Problem też w tym, że najczęściej imprezy te organizowane są w piątki - dwa pełne dni nerwów przede mną. W poniedziałek wysyłam sobie zaufanego człowieka, który wykonuje rekonesans blatu mojego biurka i sprawdza, czy nie ma na nim jakieś podejrzanej kartki formatu A4 na firmowym papierze... To jeden z moich największych koszmarów.

Jednak moją najbardziej zgubną zasadą jest: jak się zwierzać, to przez 3. rano, albo po 5. Po 3. mogę nie pamiętać, co mówiłam, ale po 5. jest większa szansa, że mój rozmówca również nie będzie tego pamiętał. Rozumiecie - taki bezpieczny obieg informacji. I ciągle mi się ten obieg przerywa, mówię i dopiero słyszę, jak wydobywa mi się z ust dźwięk, który nie powinien tego robić. Na całe szczęście chlapię tylko swoimi tajemnicami a nie cudzymi, czym nie każda kobieta może się poszczycić. Nie zmienia to faktu, że nęka mnie potem coś na kształt świerszcza z "Pinokia" - sumienie, którego niczym się nie da ułaskawić.

Sprawę towarzystwa mamy załatwioną. Teraz kilka uwag technicznych. Moje koleżanki od dawna powtarzają mi kilka zdań cennych jak zasoby Fort Knox:
- jeśli poncz jest za słaby, nie wlewa się do niego butelki wódki;
-nie można w jeden wieczór wypić pięciu drinków z napojem energetycznym, ale trzy jak najbardziej;
- nie stosować wina jako utrwalacza;
- palić jak najmniej się da.

W ten sposób przynajmniej odrobinę złagodzisz objawy "dnia następnego", a tym samym... będziesz gotowa na następną imprezę! Nie ma nic piękniejszego jak poranek bez bólu głowy i sumienia.

Eks-blondynka

Dowiedz się więcej na temat: impreza | gips

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje