Ja broczę krwią - strona 3

Wielki, groźny, liryczny, nieznośny,wspaniały, gderliwy, pełen pychy...W końcu nie umiałjuż tych masek zdjąć.Grę przyjął jako życie i tą grąswoje życie zabijał.

- Była jakby sielanka, a jednocześnie wszystko wisiało na włosku - wspomina Teresa. - Jakiś niewinny telefon do mnie wzbudzał jego furię. Był wściekle zazdrosny, a równocześnie nie krył, że mnie zdradza. Jaki był? - Teresa podnosi wieko arystonu, wkłada blaszaną, podziurkowaną płytę, kręci korbką. Ze skrzyni płynie muzyka jak delikatny dotyk. - Czy można opisać tęczę albo ogień? Czarujący. Nieuchwytny. Potwór... i kochałam go.

Reklama

Pisał w lipcu 1944 roku o swej pierwszej miłości, że była czysta jak "kryształ z wartkich wód wyśniony, (...) niezbrukana obrazem rozkosznych uciech". Miał 17 lat i głowę pełną wierszy.

Chłopiec od mieszania cementu w Płaszowie przykładał w romantycznym geście twarz do szyny biegnącej w stronę Tarnowa. Bo za Tarnowem mieszkała dziewczyna, do której tęsknił.

Wspaniały odtwórca roli Artura Ui ze złością zawraca samochód sprzed Pałacu Kultury. Wystroili się z Teresą na koncert Marleny Dietrich, ale on postanowił w kłótni, że występu nie obejrzą, poszło o drobiazg. - Odnajdywał przyjemność w demonstrowaniu władzy - mówi Teresa.

Przyjęcie, dużo wódki, już świta. Teresa chce wracać do domu. - To idź sobie. - Ona wychodzi tuż za reżyserem X., Tadeusz biegnie za nią, na schodach przewraca ją, okłada pięściami, przyjeżdża pogotowie. Potem on ma pretensje, że go sprowokowała i wywołała skandal.

Odchodząc, zabrała ze sobą ulubione krzesło i aryston. Dziś mówi, że Łomnickiego - ze wszystkiego - usprawiedliwia i rozgrzesza jego sztuka.

Jego Głumow z Pamiętnika szubrawca Ostrowskiego. Cyniczny intrygant i karierowicz (Teatr Współczesny, 1965). - To swołocz - tłumaczył na próbie reżyser Gieorgij Towstonogow - i jest zawsze taki, jakim go chce widzieć jego rozmówca. Więc Łomnicki gra w jednym Głumowie - całą galerię postaci. Głupca, szalonego kochanka, choleryka, melancholika, nihilistę, ascetę i "pełzającą, biurokratyczną kreaturę".

Jego Prisypkin z Pluskwy Majakowskiego (reżyseria Konrad Swinarski, Teatr Narodowy, 1975). Cham, snob i głupiec okresu NEP-u w ZSRR, usta ma pełne marksistowskich sloganów. Odmrożony po pięćdziesięciu latach hibernacji jest dla świata obcym zwierzęciem, "mieszczuchus vulgaris". Wyprowadzili go z klatki.

Pokazują. Przerażony własną samotnością krzyczy, pada strzał ostrzegawczy, Prisypkin łapie się za głowę, kuli, szlocha, zapędzają go do klatki. "Łomnicki dowodzi, że nawet strzęp ludzki ma prawo do tragizmu" - pisała "Kultura".

Salieri, starzec w fotelu na kółkach, wyznaje skrzekliwym głosem, że otruł Mozarta (Amadeusz Shaffera w reżyserii Romana Polańskiego, Teatr Na Woli, 1981). Wspomina ten dzień, gdy usłyszał, że po Europie jeździ dziesięcioletni, cudowny wirtuoz... "Miejscem akcji przez cały czas będzie Wiedeń" - mówi zgrzybiały Salieri i zdejmuje wytarty szlafrok.

Publiczność widzi teraz elegancki, błękitny surdut, żabot i koronki. "Zaczniemy w roku 1781" - od skrzeku głos kompozytora przechodzi w wysoki, silny i młody. Salieri prostuje plecy, przygładza zmierzwione włosy, nakłada białą, ufryzowaną perukę i lekkim krokiem przemierza scenę. Blask młodości bije od niego. Sala wybucha brawami.

Światła przygasają. Salieri klęczy i w rozpaczy wypowiada Bogu posłuszeństwo. Bóg nie dotrzymał umowy - to nie Salieri stworzył najwspanialszą muzykę, lecz Mozart, ten "sprośny smarkacz"!

Łomnicki zrywa perukę, burzy włosy, wkłada szlafrok, głos ma znowu chrapliwy, pełen drwiny, nienawiści i starczej goryczy. W Warszawie mówią, że on jest w tej roli magiczny; że - prócz zawiści - gra wielką tajemnicę, dramat i rozpacz nieudanego artysty kabotyna.

Wezwał go Józef Kępa, pierwszy sekretarz Warszawskiego Komitetu PZPR. Powiedział, że partia chce dać Łomnickiemu szansę, tylko niech on pozwoli się wybrać do wojewódzkich władz partyjnych. Pozwolił. (Partia potrzebowała nazwisk - mówi Andrzej Wajda - a Łomnicki to było wielkie nazwisko. Największe).

W roku 1970 mianowano go rektorem warszawskiej PWST. W grudniu 1971 roku zasiadł w prezydium VI Zjazdu PZPR. W przedostatnim dniu obrad powiedział z trybuny, że współczesnego tematu w sztuce trzeba "jeszcze pilniej" szukać w twórczości krajów socjalistycznych; że artystom bliska jest "idea dialogu z klasą robotniczą"; że trzeba stworzyć "silne poczucie więzi narodowej, internacjonalnej i ideowej". Wybrano go na zastępcę członka KC PZPR.

W styczniu 1975 roku dzielnicowa konferencja partyjna postanowiła, że na Woli trzeba stworzyć teatr. Marian Chruszczewski, ówczesny pierwszy sekretarz wolskiego komitetu, zaproponował, by dyrektorem teatru został Łomnicki. Na VII zjeździe partii, w grudniu 1975 roku, mianowali go członkiem KC.

Niespełna rok trwała przebudowa kina Mazowsze przy Zakładach Radiowych im. Kasprzaka. Zastosowano najnowocześniejsze rozwiązania architektoniczne i techniczne.

Na premierę Łomnicki wybrał początkowo Proletariat Broniewskiego i w Zakładzie Historii Partii zaczął już szukać materiałów dokumentacyjnych. Ostatecznie zdecydował się na Pierwszy dzień wolności Kruczkowskiego.

17 stycznia 1976 roku na widowni zasiedli dostojnicy partyjni i wolscy przodownicy pracy. "Życie Warszawy" napisało: "Ideowo zaangażowany w przymierze z robotniczym widzem Teatr Na Woli otwiera podwoje".

Podczas VIII zjazdu partii, pół roku przed Sierpniem, Łomnicki znów zasiadł w prezydium i znów przedłużyli mu kadencję członka KC. Dyskutował w zespole 16. o socjalistycznej kulturze. Zespół nakreślił obowiązki ludzi kultury: "umacnianie jedności ideowopolitycznej narodu polskiego na płaszczyźnie budownictwa socjalistycznego".

Przez wszystkie te lata, między północą a godziną pierwszą, regularnie słuchał Radia Wolna Europa.

Na pierwszym posiedzeniu KC Łomnicki siedział obok Mieczysława Rakowskiego. Dziś Rakowski mówi, że aktor wstąpił do KC "z ideowych pobudek".

Marian Chruszczewski, pierwszy sekretarz wolskiego komitetu, wówczas również w KC: - Spotykaliśmy się czasem w SPATiF-ie, przy wódeczce. Wierzył w Gierka.

Jan Łomnicki: - Mówiłem mu: "Popatrz, co ta partia wyprawia". Odpowiadał: - To jest stan przejściowy.

Prosto z KC Łomnicki przyjeżdża do Współczesnego. Przed próbą opowiada kolegom: - Siedzę, opracowuję referat o kolejnictwie, przychodzi Moczar. "Towarzyszu Tadeuszu, na co wam to? Gdybym ja miał taki talent jak wy, to bym tylko grał". Ja wiem - Łomnicki jest poirytowany - oni mnie mają za ch..., ale ja im taki teatr zrobię - i w prowokacyjnym geście zagina łokieć.

- Aktor ma tylko jedno życie i jeśli nie otrzyma szansy, to nic po nim nie zostanie - mówi Erwin Axer. - Partia kupiła go, a on uznał, że cena, jaką płaci za możność działania, nie jest za wysoka. Jednocześnie był w roli tego dostojnika partyjnego zabawny, grał go serio - nie serio.

W pierwszych dniach w KC rozdawał autografy.

Józef Tejchma, w latach 70. minister kultury: - W tej ponurej sali Łomnicki był jedyną gwiazdą. I wielu chciało się przy niej ogrzać.

W filmie biograficznym Ja, komediant Ludwika Perskiego Łomnicki powiedział, że już w młodości pociągała go idea socjalizmu, demokracji, równego startu dla wszystkich - i że nadal jest mu bliska.

Pisał w lipcu 1944 roku: "Wzdragam się na myśl o szarej masie pod czerwonym sztandarem, która niebawem nadejdzie". NKWD aresztowało dwóch jego kolegów. "To nie dawne gestapo, dające się przekupić! Sprawa bardzo poważna".

- Polska była wolna i to było dla nas wtedy najważniejsze - wspomina Jan Łomnicki.

W studiu przy Starym Teatrze w Krakowie twórczy ferment. Kantor, Jaremianka, Jerzy Skarżyński (później współtwórca scenografii do Amadeusza), Jerzy Nowosielski, Andrzej Pronaszko, Kazimierz Mikulski (malarz i scenograf). I najmłodszy - Łomnicki. Gadali od rana do nocy i wspólnie chodzili na koncerty Panufnika. W salce, w której dziś jest w Starym bufet, wykładali Osterwa, Zawieyski, Maria Dulęba... Wieczorami Łomnicki spacerował z kolegami po Plantach i zwierzali się sobie, co chcą osiągnąć w teatrze.

Witold Filler pisze, że deklarację do PZPR Łomnicki złożył w roku 1951. (W tym samym roku wstąpił na Wydział Reżyserii PWST w Warszawie). Maria Bojarska, piąta żona, w swej książce "Król Lear nie żyje" wspomina o zaświadczeniu, z którego wynika, że Łomnicki należał do PZPR od roku 1948.

Trzy lata wcześniej, po śmierci przyjaciela, utracił wiarę. "Boże! Możesz mi wypalić mózg za moją klątwę - nie boję się Ciebie, jesteś tam gdzieś, wszechwładco nieznany, na ziemi Cię nie ma! (...) Mogę Ci w twarz powiedzieć, żeś niesprawiedliwy, żeś potwór (...), wielki a słaby - nie ma w Tobie dobroci. (...) Na ból nie chcemy się płodzić. Boże, zginiesz! W Ciebie - tak jak ja - nie wierzą już ludy!".

Jesienią 1948 roku Stary Teatr wystawia sztukę Tadeusza Łomnickiego Noe i jego menażeria (grają Holoubek, Mikołajska). Cham, syn Noego, złorzeczy Bogu: "Jehowy nie ma". Gdyby był, światu by nie groził kataklizm. Po premierze ksiądz w kościele Mariackim potępił autora z ambony za komentowanie Biblii.

Następnego roku, na wielkiej wystawie awangardy krakowskiej, Łomnicki recytuje wiersze Andre Bretona, gra Panufnik, życia kulturalnego jeszcze nie zdławił socrealizm. Na Plantach Łomnicki opowiada przyjacielowi w uniesieniu o Chinach i Mao - że tam będzie teraz prawdziwa wolność i socjalizm.

Zaraz popłynie z prądem - napisze sztukę Kąkol i pszenica, socrealistycznego gniotą. (We wsi Owczary założono spółdzielnię produkcyjną, źli bogacze chcą ją zrujnować, intrygę udaremniono). W Teatrze Ludowym w Warszawie zagrał rolę Madeja, przewodniczącego spółdzielni (1952). Krytyka odnotowała: "Rzecz wyróżniała się szczerą wrażliwością". Która jego twarz jest prawdziwa?

Opowiedział Andrzejowi Wajdzie, jak "fantastycznie" przemawiał w KW i jakie zebrał "brawka". I jaki wściekły był sekretarz Kępa, któremu prawie nie klaskali. Wajda do dziś nie wie, czy pod tą opowieścią kryła się autoironia, czy satysfakcja Łomnickiego.

Strony: 1 2 3 4 5 6

Fragment książki Magdaleny Grochowskiej "Wytrąceni z milczenia". Wśród bohaterów siedemnastu niezwykle ciekawych, bardzo osobistych portretów są m.in. słynni aktorzy Tadeusz Łomnicki, Gustaw Holoubek i Halina Mikołajska, reżyserzy Konrad Swinarski i Janusz Warmiński, filozofowie Tadeusz Kotarbiński i Klemens Szaniawski, para wybitnych socjologów Maria i Stanisław Ossowscy, redaktor naczelny "Tygodnika Powszechnego" ks. Adam Boniecki.

Jedni za swoją niezgodę na PRL zapłacili bardzo wysoką cenę (np. Mikołajska, związana z KOR, przez lata miała zakaz występów), inni z różnych powodów ulegali socjalistycznej iluzji. Wszyscy, za sprawą swej pozycji, byli uwikłani w "labirynt historii".

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje