Ja broczę krwią - strona 6

Wielki, groźny, liryczny, nieznośny,wspaniały, gderliwy, pełen pychy...W końcu nie umiałjuż tych masek zdjąć.Grę przyjął jako życie i tą grąswoje życie zabijał.

Krótko przed śmiercią powiedział do kamery, że jako polityk był pociesznym cyrkowcem.

Reklama

Dziesięć lat po tym, jak oddał partyjną legitymację, tłumaczył Antoniemu Liberze, że w roli Leara chce zawrzeć swoje doświadczenie z przełomu lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, kiedy to utracił wszystko. Twarz. Stanowisko rektora. Teatr. Kiedy to skreślili go towarzysze, a "Solidarność" jeszcze go nie rozgrzeszyła. Kiedy znalazł się w próżni. Kiedy opad! z niego blichtr, kolorowe piórka, i został już tylko aktor.

Napisał testament i wiosną 1982 roku pojechali z Marią do Londynu wymienić mu zastawkę w sercu.

Maria Bojarska siedzi pod portretami dziadków Łomnickiego. Płomień jej włosów przygasł, a może takie wrażenie daje stłumione światło w saloniku. Przy jej fotelu stoi sekretarzyk zarzucony drobiazgami. Są tam kamyki, żelazko na duszę, kartka z przysięgą Kościuszki. Przykleił ją Łomnicki, gdy pod koniec lat osiemdziesiątych grał Kościuszkę w Lekcji polskiego, sztuce Anny Bojarskiej, siostry Marii.

Na starym rachunku za kosmetyki Maria napisała w punktach, dlaczego nie chce rozmawiać o Łomnickim z dziennikarką: "1. Wszystko w książce. 2. Poczucie winy i poczucie krzywdy. 3. Właśnie się wyzwalam. 4. Niczego nie żałuję".

W jej książce Król Lear nie żyje Maria i Łomnicki trzaskają z wściekłością drzwiami. Myślą o rozwodzie. Kochają się. Dręczą. Ranią. Kochają. Tak przez osiemnaście lat. On mówi, że ona ma talent i powinna pisać.

Ona, po wydaniu Ćwiklińskiej, chce się wziąć za Broniewskiego. A on chce obiadu, uczy się roli, jest w każdym pokoju, kipi i przelewa się wszędzie. - Kupię ci komputer - mówi.

Ona, jak jędza, myśli, że chyba będzie w nim trzymać przepisy kulinarne. Wie, że dziecko nie może istnieć w tym związku. Któregoś dnia musi wybrać: on albo ciąża. Po aborcji wpycha do jakiejś skrytki w głowie wielką urazę do swego męża, że nie chciał ich dziecka.

Potem zapełnia skrytkę kolejnymi żalami. Zazdrością. Zamiast roztrzaskać serwis z Desy albo huknąć szablą Wołodyjowskiego o ścianę i wykrzyczeć ból - hoduje go.

"Moja siostra zrobiła na Tadeuszu wrażenie nie tylko jako pisarka, również jako kobieta" - napisała po latach. Wrzuca więc do skrytki w głowie także jego wiersz dla Anny. Jeszcze i to hoduje - poczucie, że ich związek stał się banalny.

Nowa zastawka pasowała. Poza zmęczeniem między czternastą a siedemnastą serce nie dawało o sobie znać. Łomnicki znowu grał.

Jest starym Krappem (z Ostatniej taśmy Krappa Becketta w reżyserii Libery, 1985). Samotnie przesłuchuje taśmę sprzed trzydziestu lat. Jaki młody ma głos na taśmie. Więc takie było jego życie? Alkohol, jakieś kobiety, romans, który miał szansę stać się wielką miłością, "słabnąca pogoń za szczęściem"... Przez czterysta wieczorów Krapp opowiada swoje życie. Po każdym spektaklu schodzi ze sceny zlany potem i na miękkich nogach. Nie z powodu zastawki, lecz emocji. Podczas zagranicznych występów, choć on gra Krappa po polsku, publiczność siedzi jak zaczarowana.

U Libery w domu spotyka ludzi z opozycji - reżyser byt z nią związany od lat siedemdziesiątych. - Tadeuszowi bardzo wtedy zależało, żeby zaakceptowała go przynajmniej część środowiska opozycyjnego - mówi Libera.

Kiedyś udawał na przyjęciach u swego brata Jana, że nie widzi Jerzego Markuszewskiego, też związanego z opozycją. Po powrocie Markuszewskiego z internowania wyściskał go, kazał gościom Jana zamilknąć, niech Markuszewski opowiada.

Poszedł z delegacją artystów do Tejchmy interweniować w sprawie warunków przetrzymywania internowanych.

W połowie lat osiemdziesiątych dostał nagrodę podziemnego Komitetu Kultury Niezależnej.

Nie zbliżył się do Kościoła, jak wówczas wielu jego kolegów. "Nie nawrócił się i nie podlizywał nowym egzekutywom. Odkupienie widział w wytężonej pracy - pisze Kutz. - Był jak stary mebel, który nie mieści się w nowych metrażach".

Występuje w Studio, Dramatycznym, Powszechnym, Współczesnym, Starym, ale gościnnie.

Tworzy wielkie kreacje: Feuerbacha, Bruscona, Hamma..., ale do końca życia nigdzie nie ma etatu. "Zależy już tylko od siebie" - pisze krytyka.

Garderobiany zamienił mu skarpetki do kostiumu Ojca z Affabulazione. Ryk: - Skarpetki, k..., są integralną częścią mojej roli, mają być tamte!

W dekoracji do Lekcji polskiego zrobiła się dziura. Łomnicki dostaje szału.

Na próbie Affabulazione tłumacz tej sztuki, Józef Opalski, szepcze do Marii: - Przecież już nie musi tak pokazywać, że ma najlepszą dykcję na świecie. - To mu to powiedz. - Walnąłem setę - opowiada Opalski - i mu powiedziałem. Nastąpiła cisza. Myślę: zaraz dostanę w mordę. Pokiwał głową: "No właśnie, nikt już nie chce mi nic powiedzieć". Bo ze strachu przed tą legendą, jego warsztatem, ludzie wokół niego rzeczywiście milczeli. I żył jak w kokonie.

Chodzi z pomysłem zagrania Leara od reżysera do reżysera. Milczą. Jako klown w cyrku wlecze na sznurku zniszczoną kaczkę-zabawkę i matowym głosem powtarza: - Chodź kaczko, chodź...

- Wszystko odczuwał boleśnie, na wszystko się żalił - opowiada Joanna Szczepkowska. - Była w nim gorycz człowieka, który wie, że osiągnął najwyższy poziom artystyczny i czuje się niedoceniony. Uważał, że jeżeli on chce zagrać Leara, to należy uczynić wszystko, żeby do tego doszło. Jednocześnie narzucał swoje warunki - miał już wtedy gotową obsadę.

Odwoził Szczepkowską na Stare Miasto po Lekcji polskiego w Powszechnym, był koniec lat osiemdziesiątych. Nagle zapytał: - Wszyscy się ze mnie śmieją, prawda? Odpowiedziała mu, że wszyscy go kochają.

Andrzej Wajda: - To nie jest prawda, że go nie chciano. Jeśli żaden z teatrów Warszawy i Krakowa nie wystawił Króla Leara, to , nie z powodu ostracyzmu wobec Łomnickiego. Przecież w tamtym czasie teatr nasz się zagubił. Ja uważałem, że nie jestem jeszcze gotowy do wyreżyserowania tej sztuki. Myślałem: może w przyszłym roku. To mój największy grzech, że nie rzuciłem wszystkiego i nie zrobiłem z nim Leara, kiedy Łomnicki był do tej roli gotowy. Zbigniew Zapasiewicz, wówczas dyrektor Dramatycznego: - Ja się po prostu przestraszyłem. To był bardzo silny człowiek, o mocno ukształtowanym poglądzie na teatr. Miałem własny pomysł, jak poprowadzić Dramatyczny. Bałem się wprowadzać do zespołu kogoś, kto tym pomysłem zachwieje, bałem się, że on mnie zmajoryzuje. On był osobny, nie podporządkowałby się cudzej wizji. Może to był mój błąd. Teraz rozumiem postawę Tadeusza. Człowiek dochodzi do pewnej dojrzałości, ma swój własny pogląd na to, czym jest aktorstwo, i coraz trudniej mu się zmieścić wśród poglądów innych ludzi. Wtedy mogło nam się wydawać, że nim rządzi pycha.

Strony: 1 2 3 4 5 6

Fragment książki Magdaleny Grochowskiej "Wytrąceni z milczenia". Wśród bohaterów siedemnastu niezwykle ciekawych, bardzo osobistych portretów są m.in. słynni aktorzy Tadeusz Łomnicki, Gustaw Holoubek i Halina Mikołajska, reżyserzy Konrad Swinarski i Janusz Warmiński, filozofowie Tadeusz Kotarbiński i Klemens Szaniawski, para wybitnych socjologów Maria i Stanisław Ossowscy, redaktor naczelny "Tygodnika Powszechnego" ks. Adam Boniecki.

Jedni za swoją niezgodę na PRL zapłacili bardzo wysoką cenę (np. Mikołajska, związana z KOR, przez lata miała zakaz występów), inni z różnych powodów ulegali socjalistycznej iluzji. Wszyscy, za sprawą swej pozycji, byli uwikłani w "labirynt historii".

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje