Jak to Ada topiła się w błocie...

Jestem mamą dwóch córek w wieku 12 i 7 lat.

Oczywiście, jak większość rodziców przeżywałam bezsenne noce, koszmarki mniejsze i większe związane z jedzeniem (a raczej niejedzeniem pewnych rzeczy), ubieraniem (jakby nie było mam dwie kobiety w domu), różnym pojmowaniem porządku itp. Wiele z tych historii jest ciągle żywych w rodzinnej pamięci, ale jedna jest szczególna...

Reklama

Było to 5 lat temu, kiedy Ada (starsza córka) zaczynała stawiać pierwsze kroki w roli ucznia. Zarówno ja, jak i ona, byłyśmy bardzo przejęte. Ada już wtedy była osobą dość niezależną, indywidualistką lubiącą podkreślić swą samodzielność. Po kilku dniach odprowadzania do szkoły, przypominania o zasadach bezpiecznego poruszania się, zwracania uwagi na realne i mniej realne zagrożenia czyhające na dziecko idące do szkoły, wspólnie zdecydowałyśmy, że nadszedł dzień SAMODZIELNEGO PÓJŚCIA I PRZYJŚCIA ZE SZKOŁY.

Aby historię nieco rozjaśnić muszę wspomnieć, że w tamtych "zamierzchłych" czasach do szkoły od naszego domu prowadziły dwie drogi - jedna zwykła, nudna i nieco dłuższa, choć wymagająca dwukrotnego przejścia przez ulicę (rzadko uczęszczaną) i druga - krótsza, dzika (w okolicy trwała budowa, więc powierzchnia była brudząca i nieco błotnista), mało uczęszczana i przez to... kusząca.

Oczywiście, jak przykładna mama przypomniałam dziecku (niczym mama Czerwonego Kapturka), żeby szło normalną drogą, unikając skrótów.

Po kilku godzinach, czekając na powrót córki usłyszałam dzwonek do drzwi. W drzwiach stała mała dziewczynka (bynajmniej nie Ada), która powiedziała, że chyba muszę pójść z nią, bo koło budowy jakieś dziecko utknęło w błocie i prosi o pomoc. To dziecko podało przechodzącej dziewczynce przytomnie mój adres i twierdzi, że pod tym adresem mieszka jego mama.

Z obłędem w oczach i rozwianym włosem szybko pobiegłam na wskazane miejsce. Widok był niezapomniany... Ada zanużona po uda w błocie (nie przesadzam, błoto okazało się rodzajem bagna po ostatnich deszczach), nieco chyba przestraszona, ale trzymająca fason...

Natychmiast (lekko przeklinając pod nosem) zabrałam się do akcji ratunkowej. Ja również zanurzyłam się (po kolana:-)), ale jakoś udało mi się ją wyciągnąć. Musiałyśmy wyglądać nieco dziwnie wracając do domu jak dwaj kloszardzi w nieźle wybłoconych ubraniach (wskazywały na to miny mijanych przez nas osób).

Po powrocie była akcja wielkiego mycia i czyszczenia, nie obyło się bez rozmowy wychowawczej o skutkach nie słuchania rad rodziców itp.

Teraz cała historia jest tylko wspomnieniem, droga jest już wybrukowana, a w pobliżu znajduje się urocze osiedle domków jednorodzinnych. I tylko przechodząc tamtędy z młodszą Dominiką, która w tym roku rozpoczęła pierwszą klasę, słyszę: Mamo opowiedz, jak to Ada topiła się w błocie...

Agnieszka z Ostródy

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje