Jestem szczęściarzem

Jestem szczęściarzem bo nie musiałem na nią długo czekać, jestem szczęściarzem bo nie musiałem jej szukać, sama mnie znalazła, miałem tylko 21 lat. Jestem nim z całą pewnością.

Nigdy nie miałem w planach związać się z kimś na stałe, ale dzisiaj wiem że całe moje życie, to z kim się przyjaźniłem, o czym rozmawiałem, co robiłem, co lubiłem a czego nie, jak się ubierałem, miejsca które zapadły mi w pamięć, był kierunkowskazem, tworzywem z którego Bóg, a może nie on, może ktoś inny, ulepił drugiego człowieka, wykonał odlew i umiescił go w mojej podświadomości, zasiał ziarno które dojrzewało. Tego dnia, kiedy do mnie podeszła, w studenckim klubie i poprosiła mnie do tańca, wszystko stało się jasne. Tańczyliśmy tylko we dwoje, nikogo innego nie było, weszliśmy tam oddzielnie, z przyjaciółmi, i nagle byliśmy już tylko we dwoje, wszystko inne straciło znaczenie. To cudowne uczucie, kiedy człowiek pojmuje swoje życie, tego dnia zdałem sobie sprawę że każda rzecz była w nim małym krokiem w kierunku tego niepozornego klubu, nawet czas zdawał sie być mi sprzymierzeńcem. Niekiedy wydaje mi się że ktoś mnie poprowadził za rękę, ktoś kto znał miejsce i godzinę...

Reklama

Dzisiaj, kiedy jesteśmy razem już 8 lat, rozumiemy się bez słów, a każdy mały, najdrobniejszy szczegół który Ona wnosi w nasze życie dodaje magii, i czegoś niezwykłego w każdym zwykłym dniu.

Czasem ktoś mnie pyta jak się poznaliśmy, wtedy wszystkim którzy nie wierzą w moją opowieść, albo tym którzy stracili nadzieję, tym którzy mocno stąpają po ziemi i nie wierzą w "cuda" mówię: "czy to nie dziwne że zanim dowiedzieliśmy się o swoim istnieniu mieszkaliśmy na tej samej ulicy, pod tym samym numerem domu, w zupełnie innych odległych od siebie miastach ?"... To prawda że ludzie są szukającymi się po świecie połówkami tego samego jabłka, czasem są nawet ku temu wyraźne sygnały...

:-))

Marcin Kostera

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje