Joanna z Biskupca:

Poderwalam go... zupelnie przez przypadek. Poderwalam go... nawet sie nie starajac. Poderwalam go... w najgorszym do tego typu przygod momencie.

Reklama

Minelo juz tyle czasu, a ja pamietam ten wieczor doskonale: obce miasto, wokol mnie sami obcy ludzie i ja - w srodku imprezy, na ktorej jedynymi znamnymi mi twarzami byly dwie niedawno poznane Brazylijki, ktore poprosily mnie o pokazanie miasta (ktorego sama wcale nie znalam, wyjatkiem byla knajpka, o ktorej wlasnie pisze). No, one przynajmniej bylu wniebowziete: glosna muzyka, mnostwo, poprostu mnostwo mlodych mezczyzn otwartych na nowe znajomosci rownie szeroko, jak moje ciemnowlose i ciemnookie kolezanki z goracym temperamentem. A ja? Czulam sie zupelnie nie na miejcu, w domku czekal na mnie wierny, kochajacy chlopak, plany na przyszlosc, bezpeczne miejsce z dala od tego wielkomiejskiego swiata... Dobrych stron mojego niefortunnego pobytu na drugim koncu swiata szukalam na parkiecie: przynajmniej moglam tu robic cos, co kocham - tanczyc! Jest to moja mocna strona, wiem o tym i lubie ta wiedze wykorzystywac... Czulam sie bosko sciagajac spojrzenia polowy sali... Niczego nie oczekiwalam, nie szukalam znajomych ani tym bardziej mezczyzny, chcialam tylko plynac z rytmem... Nie wiadomo skad pojawil sie przy mnie on - fajnie ubrany, calkiem przystojny, usmiechniety. Typowo imprezowy chloptas. Jedno mial w sobie tylko, co go wyroznialo - tanczyl fantastycznie! Do dzis przechodza mnie dreszcze, jak przypomne sobie nasze ciala doskonale wpasowane w ta minimalna przestrzen, jaka tlum ludzi pozostawial nam do wykorzystania - ona pasowala doskonale do nas, my do niej...On do mnie, ja do niego...

Poderwalam go swoim oddechem na jego szyi... Poderwalam go najbanalniejszym z gestow, gdy odgarnialam sobie wlosy z twarzy... Poderwalam go pozwalajac, by moja skora pokryla sie mgielka potu... Poderwalam go przyspieszonym biciem serca, gdy nad ranem tanczylismy dzielac juz tylko przestrzen pomiedzy naszymi ubraniami... Poderwalam go bez jednego slowa, bez jednego kokieteryjnego spojrzenia... Poderwalam go, bo chcial dac sie poderwac...

Przez niego, czy tez dzieki niemu, wszystko przestalo sie liczyc: nie bylam juz sama w obcym miejscu, nie otaczalam juz opieka dwoch ledwo co poznanych dziewczyn, nie mialam bezpiecznego miejsca gdzies daleko stad, nic nie bylo wazne. Bylismy tylko my - on, ja i to "cos", czego slowami nie da sie opisac. Poderwalam go...

A moze to on mnie poderwal...?

Praca została nagrodzona w konkursie "Poderwałam go"

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje