Justyna z Sosnowca

-Kochanie proszę Cię już trzeci raz o wyniesienie śmieci...

Reklama

-Kochanie znów zostawiłeś brudne naczynia w zlewie...

-Kochanie, przecież Ci tłumaczyłam, że Joasia to koleżanka z pracy a Kasia to przyjaciółka z liceum...

-Kochanie, czemu ty mnie nigdy nie słuchasz?!

Takimi zadaniami wypełnione było moje wspólne życie z Dominikiem. Ciągłe narzekania, pretensje, kłótnie o to, że On nie słucha. A On słuchał, tyle, że nie słyszał. Ja natomiast nie umiałam mówić-przekazywałam tylko informację". Po kolejnej ostrej wymianie zdań (bo On nie pamiętał o imieninach mojej przyjaciółki) pomyślałam sobie "muszę coś zmienić! Dosyć już tego!" Z mężczyzny rezygnować nie chciałam, bo, o dziwo, pomimo jego nosa jak kartofelek, oponki na brzuszku i zamiłowania do rajdowych samochodów, kocham Go szalenie. Postanowiłam zatem zmienić swoje zachowanie. Temu eksperymentowi dopingowała moja mama postanawiając, w przypadku sukcesu, zastosować ten sam schemat postępowania w stosunku do mojego wchodzącego w wiek andropauzalny ojca.Tak na wszelki wypadek...

Postanowiłam zbadać słuszność teorii, że droga do mózgu mężczyzny wiedzie przez żołądek (przy założeniu, że serce już zdobyte) i przygotowałam wyśmienitą, romantyczną kolację przy świecach. Wzięłam aromatyczną kąpiel, włożyłam zapomnianą dawno sukienkę (prezent od Niego) i czekałam. Jakież było jego zdziwienie, kiedy po powrocie z pracy zamiast śmieci czekających w progu na wyniesienie zobaczył zrelaksowaną i promienną kobietę. Jego kobietę.

Przy posiłku pozwoliłam Mu snuć opowieści o pracy, wtrącając od czasu do czasu jakieś pytani. Nie prosiłam o nic, nie "trajkotałam" przerywając mu w połowie zdania. Po prostu słuchałam i coraz bardziej byłam zdumiona, że mój mężczyzna ma taki dar do opowiadania.

Po jego ulubionym spaghetti, kiedy poszłam przygotowywać deser, Dominik z własnej, "nieprzymuszonej" woli odniósł talerze i zabrał się do zmywania. Uśmiechnęłam się do niego promiennie, założyłam fartuszek i posłałam wielkiego całusa. Już po chwili zapomnieliśmy o szarlotce...

Późnym wieczorem, kiedy prasowałam Mu koszulę do pracy Dominik załapał worek na śmieci i rzucając w moim kierunku wesołe "zaraz wracam Księżniczko" zbiegł po schodach do zsypu (nie użył windy jak zwykle!!!).

Kiedy zasypiałam wtulona w jego szerokie ramiona spytał natomiast "To o której to przyjęcie imieninowe?".

Zrozumiałam-to ja Go przytłaczałam, zalewając hektolitrami nieistotnych informacji. Wystarczyło tylko dać Dominikowi szansę na zaistnienie, jego własną opowieść, okazać zainteresowanie i "połechtać" jego męską dumę, żeby z żabki przemienił się w księcia, jakim był dla mnie kiedyś.

Kiedy następnego dnia wręczył mi bukiet moich ulubionych białych róż a przed wyjściem na przyjęcie przytulił mocno szepcząc, że jestem najpiękniejszą kobietą na świecie, już nie zapomniałam powiedzieć Mu: "Kocham Cię..."

Praca nagrodzona w konkursie "Jak rozmawiać z mężczyzną"

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje