Karolina z Tarnowa:

Odkąd pamiętam zawsze wiedziałam że gdzieś jest...że istnieje... kiedy byłam mała był dzielny i romantyczny jak Gilbert z "Ani z Zielonego Wzgórza", pożniej uroczy jak każdy kolejny chłopiec, który podobał mi się i do którego nie miałam odwagi się odezwać...zawsze byl czuly, dobry, troskliwy, odważny, silny, mądry, wrażliwy, zmysłowy...zawsze taki był w moich myslach, marzeniach...

Reklama

były chwile kiedy wątpiłam że go spotkam...tego jedynego cudownego meżczyzne o ktorym będę od razu będę wiedziec że to TEN, i kiedy przestałam go szukać sam się znalazł... trudno mi teraz powiedzieć czy znalazł się sam czy ja go znalazłam czy może znależlismy sie wspólnie...jednak widocznie tak miało...małe smsy zamieniły się w setki słow, cale rozmowy....tygodniami, miesiacami...i mimo tej namacalnej obecności ( był w "telefonie" ;) ) wciąz pozostawał w sferze marzen...codziennie stukajac w klawiature marzyłam o jego oczach, uśmiechu, pocałunkach...i tak przez pół roku...pół roku rozmów zwierzeń zartow nieśmiałego poznawania się "od środka" :)

kiedy w końcu spotkaliśmy sie na żywo już go znałam....wiedzialam jaki lubi kolor, że nie lubi szpinaku, ze jest inteligentny opiekuńczy miły...i że jest taki jak chciałabym żeby byl ten jeden jedyny mój mężczyzna...:)

od tamtego spotkania w parku minęły dwa lata...dokladnie dwa lata i trzy miesiące...bo liczy sie każdy dzień, każda chwila gdy jesteśmy razem...gdy jest obok

wciąz się poznajemy...wciąż uczę się cierpliwosci i spokoju kiedy mamy inne zdanie, kiedy on pochłoniety meczem czy komputerem nie zwraca na mnie uwagi, wciąż zachwyca mnie jego dobroć, wrażliwość na świat, ludzi, wciąż cieszę sie z naszych wspolnych rozmow, przekomarzania się, wciąż wzrusza mnie jego troska o to czy nie jest mi zimno, niby nic nie znaczące poprawianie kołnierza, smsowe buziaki na "dobranoc" i "dzien dobry", czuly dotyk dloni...wciżż podziwiam go za madrość i wyrozumiałość...za to że radzi sobie dzielnie z moimi kobiecymi fochami, kryzysami...i wciąz jest dla mnie wzorem,autorytetem...uczę sie od niego ciagłego uśmiechu...:)

chociaż jest, nie przestałam marzyć. teraz marzę o tym, żebyśmy za kilkadziesiąt lat mogli razem trzymajac się za ręce iśc przez park...zeby w domu czekały na nas dzieci i wnuki i pies...żebyśmy całe życie nie tylko to na ziemi spedzili razem... bo jestem pewna, że wszedzie...gdziekolwiek to będzie, jezeli się zgubi, odnajdę go...:)

Praca została nagrodzona w konkursie "Mężczyzna moich marzeń".

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje