Kasia z Warszawy

Miłość, to stan nie tylko duszy, lecz również ciała. Zakochani niejednokrotnie stwarzają wrażenie ludzi uskrzydlonych szczęściem, energią tryskającą z ich serc. Co jednak się dzieje, gdy skrzydła opadają, a z oczu zsuwa się magiczna klapka zasłaniające do tej pory przeciętne oblicze ukochanego?

Rutyna jest nieodłącznym elementem życia dwojga ludzi. Nie da jej się całkowicie wyeliminować ze spraw codziennych. O sensie jej istnienia nie ma sensu dyskutować, lecz jedynie krótko nadmienić, że również i ona ma swój cel - po jej zabiciu na nowo poznajemy swojego partnera, na nowo się w nim zakochujemy i ponownie potrafimy wpatrywać się w czerń jego oczu, niezakłóconą przyzwyczajeniem, lecz mieniącą się iskrami nowości, ciekawości i pożądania. Można stosować się do setek rad zawartych w różnych poradnikach czy magazynach dla kobiet pouczających by wystrzegać się schematycznego zachowania, można korzystać z usług terapeutów dla par, usiłować podbijać jego serce codziennie nowym strojem, makijażem lub uczesaniem... ale nic nie zadziała na niego tak, jak ponowne, samodzielne odkrycie kobiety, w której się zakochał kiedyś. Uciekanie przed nieuniknionym - w tym przypadku przed rutyną - mija się z celem, gdyż tak naprawdę to dopiero ona - a właściwie jej zlikwidowanie - oczyszcza atmosferę. Kolejne nowe pomysły kiedyś się wyczerpią i wtedy nie pozostaje nam nic. Pozwolenie sobie na chwile schematycznego zachowania i kolejno odkrycie nowego oblicza - potrafi za to zdziałać cuda.

Reklama

Moim sposobem na utrzymanie żaru miłości, jest poddanie się odwiecznemu porządkowi świata, a następnie podbicie serca ukochanego na nowo. Mężczyźni to istoty oczekujące od nas nie tylko miłości, ale też nowości połączonej ze stałością i bezpieczeństwem. Kto może tą rolę odegrać lepiej, jak nie my same - ich kobiety?

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje