Katarzyna z Czernic Borowych:

Poznaliśmy się u schyłku lata- nocą z 7 na 8 września (do dziś, co miesiąc świętujemy tę datę). Nigdy nie zapomnę tej nocy- oświetlony pomarańczową jasnością latarni park, pogrążone w tajemniczym mroku jezioro i cudowny zamek, z którego wnętrza dochodziły dźwięki skocznej muzyki weselnej. Miałam wtedy 16 lat i nie wiedziałam zbyt wiele o życiu. Spokojnie egzystowałam sobie w moim małym dziecięcym światku, czytając książki Małgorzaty Musierowicz słuchając Briana Adamsa, i marząc o przystojnym księciu na białym koniu, który zdobędzie moje serce.

Reklama

Tamtej nocy nie usłyszałam ani tętentu kopyt ani pobrzękiwania książęcej korony- do moich uszu dotarł jedynie czysty męski głos wypowiadający cicho, lecz pewnie, słowa ?Czy mogę Cię prosić do tańca". Stał przede mną wysoki, dobrze zbudowany blondyn w szarym, eleganckim garniturze. Nie był wątłym nastolatkiem, z jakimi miałam kontakt na co dzień- był dorosłym mężczyzną pełnym powagi, dostojeństwa, uroku... Uśmiechał się szczerze, promiennie i sympatycznie (czasem zdaje mi się, że zakochałam się właśnie w tym Jego cudownym uśmiechu). Tańczyliśmy a ja czułam się taka bezbronna i zawstydzona wobec jego dominującego żywiołu męskości.

Potem był romantyczny spacer wzdłuż brzegu jeziora, gwiazdy, Jego miękka, pachnąca łagodnym, męskim zapachem marynarka na moich zmarzniętych ramionach... Rozmawiało nam się wyśmienicie. Opowiadał mi o swoich zainteresowaniach, studiach, ulubionych filmach i płytach, planach na przyszłość, poglądach politycznych... Imponował mi swoją inteligencją, wyczuciem sytuacji, doświadczeniem i mądrością życiową. Byłam speszona tym, że traktuje mnie poważnie, zabiega o moje względy, o każdy najmniejszy uśmiech czy przychylny mu gest. Nie mogłam uwierzyć w swoje szczęście- myślałam, że takie historie zdarzają się tylko w filmach i opowieściach dla naiwnych dziewczynek.

Jednak w moim sercu czaiła się tez pewna obawa: bałam się świtu; bałam się, że pierwsze promienie słoneczne zerwą nić intymności, jaka miedzy nami powstała, albo, co gorsza, obnażą nasze niewidoczne w mroku nocy wady.

Mój lęk okazał się nieuzasadniony; kolejne spotkania przynosiły ze sobą wulkan emocji, radości i pozytywnego zaskoczenia. Stokrotki, romantyczne ballady muzyczne, składka grecka i książeczki z poezją to pierwsze skojarzenia, które przychodzą mi na myśl, wspominając pierwsze randki z Nim. Mój mężczyzna szybko stał się dla mnie Przyjacielem, Nauczycielem, Opiekunem, wreszcie-czułym Kochankiem. Nauczył mnie kochać malarstwo, fotografikę artystyczną, podróże po Polsce, i wspomnianą już, sałatkę grecką. I mimo że odkryłam również, że mój ideał ma wady, szybko pokochałam jego skłonność do krytykanctwa i nadmiernej pedanterii . Czas upływał a ja kochałam Go coraz mocniej i mocniej...

***

Jesteśmy ze sobą dwa i pół roku. Wiem, że to nie wieczność; wiem, że długa droga przed nami; wiem, że jeszcze wiele może się zdarzyć, zmienić, zachwiać... Wiem jednak, że to właśnie On jest Mężczyzną moich marzeń, moją Przyszłością, Radością, Rozkoszą, Ukojeniem... Bez Niego nic by nie było ważne, nic nie miałoby sensu i wartości. Nie wyobrażam sobie jutra bez jego zmysłowego głosu, silnego, męskiego ramienia, błękitnych oczu, ciepłych dłoni...

Dziś niczego nie żałuję...

Marcin- kocham Cię.

Praca została nagrodzona w konkursie "Mężczyzna moich marzeń".

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje