Katarzyna z Kielc:

Wstałam znowu troszkę za późno, co jednak pozwoliło mi zastać pustą łazienkę ( mój Mateusz zdążył skończyć codzienną kosmetykę, która trwa zawsze bita godzinę) Umyłam się, ubrałam i chwyciłam za kuferek z moimi magicznymi " polepszaczami urody".

-" Maleńka nie musisz się malować, zupełnie jest ci to niepotrzebne "-jakiż on potrafi być miły:) Posłuchałam jego rady i podkreśliłam tylko rzęsy. W pracy ruch jak w ulu, czekałam tylko na przerwę na lunch. Kiedy wreszcie nadeszła ta wymarzona chwila, wybiegłam na kawę i ciastko. Siadłam przy stoliku obok młodego mężczyzny czytającego gazetę." Och gdybym ja tak wyglądała jak ta Pani z jego okładki.." Właśnie w tej chwili kelnerka przyniosła kawę... i dużą porcję szarlotki z bita śmietaną. No cóż, półnaga gwiazda tej gazety zapewne nie zna smaku tego deseru:) haaahaa! Po pracy idę pierwszy raz na aerobik( dla początkujących) Stwierdziłam, że to ostatni moment żeby w tym życiu chociaż raz mieć płaski brzuch, bo podobno jak się skończy 35 lat, to już wszystko stracone. Co prawda mając naście lat, myślałam że życie kończy się po dwudziestce, więc może i teraz się mylę. Jak już dotarłam na miejsce obiecałam sobie że będę dzielna i nie będę się śmiała. Beata, moja przyjaciółka trochę się spóźniła i weszła na salę pełną kobiet i mnie... na szybciaka szukającej w kimś przyjaciela. Zaczęło się." proszę wziąć piłki"- powiedziała Żyleta(tak właśnie nazwaliśmy prowadzącą, przez którą dostałam palpitacji serca)

Reklama

Z tymi piłkami to już w ogóle nie wiedziałam o co chodzi.. czyżby na aerobiku dla początkujących zaczynano od dziwnie wielkich piłek?......

Porażka!! Okazało się, że program wakacyjny się skończył a my trafiłyśmy na całkiem nowe szkolenia dla pań instruktorek, które chcą prowadzić zajęcia na dmuchanych " potworach".

Nie będę opisywała szczegółów tej gehenny, powiem tylko tyle, że w szatni już nie zdołałam zapiąć sobie stanika ani też nie zmieniłam stroju na " suchy ".Patrzyłam na Beatę, która dwoma rękami podnosiła buteleczkę z wodą do góry:) " Mała , spaliłyśmy tyle kalorii, że możemy sobie pozwolić na piwko":) Długo mnie nie musiała namawiać. Teraz już wiem jak to jest jak wchodzisz do knajpy i widzisz tyyyyllllkkkooo kufel picia. Przepocone, czerwone na buziach dopięłyśmy się do szlachetnego trunku jak do wodopoju, czym wzbudziłyśmy głośne owacje panów przy barze. Czy muszę dodawać że taki wykończony organizm nie potrzebuje więcej niż dwa piwa, żeby zacząć śpiewać i zrewolucjonizować tubylcze karaoke?...

Lecz to nie był koniec dnia:) przecież wieczorem idziemy do teatru z przyjaciółmi. Dotarłam do domu piechotą.. samochód zostawiłam pod " tawerną dla twardzieli ". Po kąpieli poczułam się znacznie świeższa, choć mocno obolała. Usłyszałam telefon. Czy on zawsze musi dzwonić jak jestem namydlona?

"Słucham?!", "Siostra to Ty? gdzie jesteś?", " Przecież dzwonisz do mnie do domu- to gdzie mogę być?" " Dobra, nie ważne! Siostra mam do ciebie prośbę! Mamy rocznicę z Dorotą i zaprosiłem ją na kolację, nie mamy z kim zostawić małego..."

Popatrzyłam tylko z tęsknota na sukienkę rozłożoną na łóżku i założyłam plastikową niebrudzącą się bluzkę z pancernymi ochraniaczami... bo przecież szłam do mojego bratanka:) Nie było tak źle, zwymiotował na mnie tylko raz, a jego rodzice wrócili szybciej niż się spodziewałam. Stwierdzili chyba że mi źle z twarzy patrzy i nie dam rady rocznemu dzidziusiowi. Po drodze wpadłam na pomysł, że wstąpię po samochód( już mogłam), ale spotkałam Ankę i Arturka.. i znowu wróciłam na piechotę:)

Mateusz wszedł równo ze mną, był dziś w delegacji. Na rękach trzymał małego ,przestraszonego króliczka z wielką kokardką i maleńką karteczką. " Dla mojej miłości i najlepszego przyjaciela". Jak już mówiłam- Jakiż on potrafi być wspaniały!

Tekst jest pracą konkursową na temat "Lubię siebie...".

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje