Krzysztof Ibisz: Szukam siebie

"Ja nie szukam wrażeń, ja szukam siebie" - mówi popularny prezenter telewizyjny Krzysztof Ibisz w wywiadzie, którego udzielił dwutygodnikowi "Na Żywo".

Przyznał również, iż nie bawi go bywanie na bankietach, na których jest wiele znanych osób, jak również kupowanie drogich rzeczy dla samego tylko zademonstrowania, że je ma.

Reklama

Z wypowiedzi 38-letniego Krzysztofa Ibisza wynika, że nie interesuje go bywanie w towarzystwie dla samego bywania oraz kupowanie drogich gadżetów tylko po to, aby mieć się czym pochwalić przed znajomymi.

"Dla mnie szukanie wrażeń, czy nabywanie gadżetów to strata czasu. Nie lubię powierzchownych relacji, pustych rozmów, spotkań, tak zwanego towarzystwa. Jak mam iść na bankiet, gdzie jest widelczyk i talerzyk, to mi się robi słabo" - zapewnia Krzysztof Ibisz.

Wyjaśnił, że "nie kręci" go bywanie w towarzystwie i że nie odczuwa potrzeby kupowania drogich samochodów czy jachtów.

"W kraju, w którym żyjemy, kupowanie gadżetów w nadziei zaspokojenia swojego ego, wydaje mi się nieprzyzwoite i nieskuteczne. Nie poprawi mi samopoczucia samochód z górnej półki, nie o to chodzi. [...] Ja nie potrzebuję podnosić sobie własnej wartości przez gadżety".

"Denerwuje mnie ten snobizm na marki, na to, że trzeba mieć torbę ologowaną, na zasadzie no logo, no fun, za 2.5 tysiąca zł. Wydaje mi się to po prostu niemoralne".

"Choć rzeczywiście niektórzy ludzie mają takie potrzeby. Ale dla mnie to żałosne. Lepiej by było, gdyby zajęli się sobą, własnym rozwojem, szukaniem szczęścia i relacji z innymi ludźmi".

"A oni kupują jeden, drugi, dwudziesty gadżet i wydaje im się, że są kimś. A nikim nie są. Poza tym przychodzi moment, że zdajemy sobie sprawę, że nie ma co przyzwyczajać się do rzeczy. Bo nic ze sobą na tamten świat nie zabierzemy. A już na pewno nie czas, który tym wszystkim zabawkom poświęcamy".

Krzysztof Ibisz przyznał, że jeszcze siebie nie odnalazł.

"Jestem w drodze" - powiedział.

Popularny prezenter powiedział również, że kiedyś niezbyt lubił siebie, ale teraz postrzega się nieco inaczej.

"Miałem do siebie dużo pretensji, czułem się z sobą niedobrze. Nie mogłem sobie patrzeć w oczy. Ale myślę, że teraz jestem coraz fajniejszym facetem. [...] Po prostu żyłem w niezgodzie z sobą. A jeśli chodzi o robienie świństw, to nigdy nie byłem zawistny. Nie drażni mnie czyjś sukces, wprost przeciwnie. Konkurencja mnie wzmacnia" - mówi.

Podobno również krytycy dostrzegają zmiany, jakie zaszły w Ibiszu i już nie krytykują go tak bardzo, jak jeszcze kilka lat temu.

"Od trzech lat, czyli od czasu Życiowej szansy, Awantury o kasęBaru, raczej nie spotykam się z krytyką" - twierdzi prezenter.

Jednak gdyby mógł, wyrzuciłby z biografii środkowy okres swojej kariery, choć przyznaje, iż wówczas najbardziej się wzmocnił psychicznie.

Dodajmy, że Krzysztof Ibisz jest żonaty z Anną, a para doczekała się dwuletniego dziś synka, Maksymiliana.

Dowiedz się więcej na temat: kupowanie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje