Kuring domowy

Na początku XX wieku przez wielkie miasta Europy przetaczały się wielkie demonstracje sufrażystek. W pochodach demonstrowały swoje żądania wolności, pragnienie stania się samodzielną istotą, obywatelem tej samej kategorii, co mężczyzna - w świetle prawa i obyczaju.

Walczyły o możliwość zarządzania własnym majątkiem, wychowywania własnych dzieci, decydowania o zamążpójściu lub swej karierze zawodowej. Bo w kolebce parlamentaryzmu - Wielkiej Brytanii - wciąż były one tych praw - dziś uważanych za podstawowe i niezbywalne - pozbawione. I mimo, że doskonale się spisały zajmując miejsce mężczyzn wyjeżdżających na fronty pierwszej wojny światowej - w 1918 roku wcale nie było oczywiste, że otrzymają równouprawnienie.

Reklama

W Polsce było inaczej. Już pierwsza, pospiesznie pisana po traktacie wersalskim konstytucja zakładała równouprawnienie względem prawa obu płci.

Bo nasze prababki nie musiały niczego udowadniać. Przez cały XIX wiek to one prowadziły domowe interesy, wychowywały młode pokolenia, uczyły patriotyzmu i kultywowały narodowe wartości.

Na tle ich mrówczej, anonimowej pracy, powstania narodowe są tylko efektownymi fajerwerkami dużych chłopców - tyleż pięknymi, co bezużytecznymi i zorganizowanymi z typowo męską niefrasobliwością. A konsekwencje musiały ponosić głównie kobiety...

Ratować dobytek, zadbać o fizyczny byt narodu, nie zagubić swej tożsamości w skrajnie nieprzychylnych warunkach. Skrajnie - raz ze względu na antypolska politykę zaborców, dwa - ze względu na ograniczenie obyczajem i wówczas panującym prawem. Wszak 3K (Kindern, Kirche, Kuche) jako drogowskazy życiowe wymyślili pruscy zaborcy.

No i mamy tę, jakby w prezencie od historii otrzymaną, równość z mężczyznami. Od wieku prawie...

Ale czy to jest prawdziwe równouprawnienie? Czy tego pragnęły nasze babki, by ich potomkinie, w imię wypaczonego pojęcia były obyczajem zobowiązane do pracowania w wymiarze 24/24h?

Można rozważać, jakby wyglądało to polskie "bycie równym/ą", gdyby nie lata stalinizmu, sadzające kobiety na traktory, lub tradycjonalizm naszych polskich rodzin, gdzie od dziecka wtłacza się potomkom do głowy, że nikt nie jest w stanie zastąpić mamusi... przy garach i pralce. Bo tylko ona to potrafi.

Ale po co? Jest jak jest. I może tylko fakt, że kobiety uciekają z Polski jakoś otworzy oczy młodym Polakom? Tym, którzy na forach internetowych piszą o tym, że Polki w Wielkiej Brytanii są łatwe i zadają się z - wybaczcie słowo - "czarnuchami". Panowie! Zapytajcie siebie - dlaczego? Choć odpowiedź na to pytanie może nie być dla was przyjemna...

Jaki ma związek z tymi rozważaniami tytułowy kuring domowy?

Ano taki, że od jakiegoś czasu marzy mi się praca na JEDNYM etacie. Albo w domu, albo na zewnątrz. Bo zadaję sobie pytanie - w imię czego mam być opiekunką dla dzieci, kucharką i sprzątaczką domową, skoro jest to zajęcie niepłatne?

I w dodatku - ani doceniane przez społeczeństwo, ani szanowane przez rodziny. ZUS też nie chce płacić emerytury za lata ciężkiej harówy w domu. Co więcej - coraz częściej słyszymy, że kobiety niesłusznie chcą wcześniejszych emerytur, że to się odbywa kosztem mężczyzn itp, itd.

Żeby więc było sprawiedliwie - PROPONUJĘ WCIĄGNĄĆ KURING DOMOWY NA OFICJALNĄ LISTĘ ZAWODÓW! Zanim z Polski wyjedzie ostatnia wolna i rozsądna kobieta miedzy 20 a 35 rokiem życia...

madamme

Dowiedz się więcej na temat: równouprawnienie | domowy

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje