Małgorzata z Poznania:

Choć autorytatywnie :))) stwierdzam, ze próżno w naszej sypialni, mojej i mojego Kota :) szukac nudy , jesli chodzi o język jestesmy raczej tradycjonalistami. Przynajmniej tak myslę. Tradycja w zwerbalizowaniu "mowy" miłośnych uniesień - tak, a jesli chodzi o "czyny" w pieleszach sypialnianych "panuje" raczej wybujała inwencja:). Ale wracając do języka miłości, ubóstwiam wprost zwracac sie do mojego prawie ideała :) "Kot" w róznych odmianach i "konfiguracjach". Kocie - to okreslenie wydaje mi się najładniejsze, najmilsze dla serca, najbardziej odpowiadające naturze mojego męzczyzny. Okreslenie to łaczy w sobie drapiezność, tak przeciez nieraz porządana w sypialni i jednoczesnie jakis rodzaj łagodności, może "perwersyjnej", ale łagodności :). Czyz nie brzmi erotycznie "Kocie , proszę...." Nie zaden tam kotku, kiciusiu ....To zdaje mi się nadto słodkie, cukierkowe na maxa, po prostu przesłodzone. Mój facet, nie ma nic z przysłowiowego misia, bo tez nie bardzo chciałabym , aby miał. Dlatego pieszczota płynącą z moich usta, jest raczej "stanowcza" , moze ostrzejsza dla niewtajemniczonych, ale dla nas samych to kwidesencja naszych uczuc. Jestesmy po trosze niepoprawnymi szaleńcami :), po trosze domatorami , gdzie drzwi zawsze dla przyjaciół otwarte. Moj facet to z jednej strony optymista z drugiej zaś wrazliwiec o kociej naturze. Lubi czasem samotnośc we dwoje, lubi spokój i chwile "bycia sam ze sobą" , ale kiedy indziej jest duszą towarzystwa, energia wprost do nosi. Ktoś powie "dwoistosc natury " - nie, on po prostu ma niewyczerpane pokłady chęci zycia w róznych jego zabarwieniach. Raz leniwy i łasi się niczym kocur, innym razem pełen ekspresji i pomysłów. Nic dodać, nic ując - mój "superman" to prawdziwy - kot, kocur, czasem kocurek , ale nigdy kiciuś. I tak podczas baraszkowania w sypialnianych czeluściach:) czy podczas wspólnego przygotowywania obiadku niezmiennie i wciaz, raz Kocie innym razem po prostu Krzysztof. A mój Krzyś, jak on do mnie pieszczotliwie się zwraca? Krzysztofa okreslenie jest bardzo rzekłabym intrygujące :) i jeden Bóg raczy wiedzieć skąd w nim takie skojarzenia (no moze troszke w tym mojej zasługi, ale tylko ! troszkę:) Krzyś swoją miłość i mnie w ogóle "przemianował' na "diabliczkę". I tak własnie sobie "gruchamy" - jak Kot z Diabliczką . Dobrze nam razem . dobrze gdy tak do siebie czule mówimy i tylko my naprawdę wiemy ile w nas ładunku uczuć, ile miłość, czułość zdradzaja te prawie, ze z piekła rodem określenia. "Diabliczka" bądź rzadziej "diablica" to wypowiedziane słowo budzi we mnie to co najlepsze, najskrytsze i tylko dla niego. Kiedy mówię "Kocie moj kochany" wiem, ze Krzysztof mysli podobnie i wtedy poruszam najdelikatniejsze struny jego uczuć. Tak więc na zakonczenie - sama nie wiem czy te okreslenia są dla ogółu miłości wyrazem dla nas dwoje zareczam, ze tak. Czy to bardziej czy mnie tradycyjne, czy wyszukane lub tez nie - to niewazne dla mnie, niewazne dla niego. Nam bardzo dobrze razem, gdy smażąc np. nalesniki wzajemnie się prosimy "Kocie prosze podaj sól". I tak samo dobrze, gdy po wieczornej kapieli usłyszę "Diablico Ty moja, zrobisz masaz, proszę..." I jak wtedy odmówić..:)?? Mogłabym tak masowac jego obolałe plecy do białego rana...gdyby tylko nie trzeba rano do pracy wstać :)

Reklama

Praca nagrodzona w konkursie "Tygrysek czy Króliczek?"

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje