Małgorzata z Warszawy:

Wprawdzie w znanym porzekadle mówi się "w zdrowym ciele zdrowy duch", ale odwróciłabym jego sens. Wydaje mi się, że przede wszystkich "zdrowy duch" decyduje o zdrowiu ciała. I tą zasadą staram się kierować na co dzień. Wyznaczyłam sobie w życiu kilka określonych celów i powoli, ale wytrwale do nich dążę. I chyba to właśnie, ten ciągły ruch uodparnia mnie najlepiej. Mam tak wiele zajęć i obowiązków, że po prostu nie stać mnie na chorowanie. Jestem aktywna na kilku frontach: w domu, w pracy i na studiach, na które powróciłam po wieloletniej przerwie. Narzuciłam sobie pewien porządek dnia i staram się go konsekwentnie przestrzegać. Wszystko ma u mnie ustalony czas i miejsce. Pamiętam zarówno o możliwie stałych godzinach posiłków (urozmaiconych i pełnych witamin), jak i odpowiednim ubieraniu się w zależności od pory roku. Jestem ciepłolubem, więc zima wymaga ode mnie szczególnej czujności. Nie pozwalam sobie na ekstrawagancje w rodzaju chodzenia bez nakrycia głowy lub szalika w mroźny dzień. Równocześnie dużo się ruszam, nie unikam długich spacerów, wypraw rowerowych lub wizyt na basenie. Dzięki aktywności udaje mi się - od lat - utrzymywać niezłą formę i stałą wagę, a to wyjątkowo mnie cieszy. Nie mogę też nie dodać, że we wszystkim jestem wspierana przez najbliższe mi osoby, co działa na mnie szczególnie pozytywnie i wzmacniająco. I pewnie dzięki tym wszystkim uwarunkowaniom czuję się spełniona i wciąż głodna życia, a choroby nie mają do mnie dostępu. A oprócz tego mam własny sposób na zahartowanie ciała: co roku wyjeżdżam nad morze i często kąpię się w chłodnych (zawsze!) wodach Bałtyku - bez względu na pogodę! Na mnie to działa! Tak "naładowana" jestem w stanie przetrwać bez uszczerbku kolejny rok.

Reklama

Praca nagrodzona w konkursie "Żeby nie zachorować..."

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje