Naturalna czy "zrobiona"

Tyle razy słyszałaś od niego, że najbardziej podobasz mu się taka, jaką cię pan Bóg stworzył, że ładnie wyglądałabyś nawet w zgrzebnym worku, że niepotrzebny ci makijaż czy farba na włosach.

Jednak jego niechęć do zabiegów upiększających zwykle okazuje się tylko odczuciem chwilowym. Wystarczy, że wymalujesz się, pójdziesz do fryzjera albo solarium...

Reklama

Dlaczego tak wiele z nas czuje się nieswojo bez makijażu? Dlaczego obawiamy się, jak partner zareaguje, gdy pierwszy raz zobaczy nas rano po przebudzeniu - bez różu, fluidu i pudru, z zapuchniętymi oczami, rozczochraną.

Doskonale wiemy, że w jego obecności nie można pokazać się z maseczką na twarzy, z papilotami na głowie i broń Boże z niewydepilowanymi nogami czy pachami. Regulowanie brwi czy masowanie szorstką rękawicą "skórki pomarańczowej" to dla niego również zbyt drastyczne sceny. Najlepiej, gdyby te wszystkie zabiegi odbywały się w sposób niewidoczny, żeby on w ogóle nie był ich świadom, a wręcz przeciwnie - niech będzie przekonany, że twój wygląd to wyłącznie dzieło natury. Ta aksamitnie gładka cera, włosy pokręcone w loki, karminowe usta, jędrne ciało....

O męska przewrotności! Gdybyście panowie zobaczyli, ile musimy włożyć wysiłku w to, co wam się wydaje naturalnym pięknem, odechciałoby się wam złośliwych uwag na temat kobiet "przesiadujących godzinami przed lustrem". Za tym waszym rzekomym umiłowaniem tego, co naturalne, często kryje się zwykła męska zazdrość - że to ulepszanie natury, to nie tylko dla was.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje