"Nie lubię śmiesznych rzeczy" - rozmowa z Janem Nowickim

Mnie teraz już interesują pory roku, zwierzęta i literatura, którą stawiam i stawiałem zawsze najwyżej spośród wszystkiego. I życie jest absolutnie piękne, piwo jest coraz zimniejsze, kobiet już nie trzeba, wie pan, tylko wystarczy na nie patrzeć - jest wszystko okay. Dla mnie jest wszystko OK. To dla was jest do dupy - mówi Jan Nowicki w rozmowie z Dariuszem Łukaszewskim.

Dariusz Łukaszewski: - Licho wie, kto to powiedział, zresztą miej ważne kto, a ważniejsze co mówił. Powiedział tak: To właśnie teraz są te dawne dobre czasy, do których zatęsknimy z łezką w oku za dziesięć , dwadzieścia lat. Pan kilka miesięcy temu ujawnił, że nie oczekuje po przyszłości żadnego pozytywnego przełomu, bo może być tylko gorzej. Może dzisiaj patrzy pan radośniej w przyszłość?

Reklama

Jan Nowicki: - Tak naprawdę, ja wtedy też radośnie patrzyłem, bo nigdy nie jest tak, żeby nie mogło być jeszcze gorzej. Jeżeli pan mnie złapał na jakimś kwadransie słabości, to wcale nie oznacza, że to miało wypaść pesymistycznie. Ja zresztą w ogóle jestem taki smutno-wesoły facet, ja nie lubię śmiesznych rzeczy samych w sobie, one mnie nie śmieszą kompletnie. Nie reaguję na dowcip kabaretowy, sytuacyjny...

DŁ: A co pana śmieszy? Jak wypadek się komuś zdarzy?

Jan Nowicki:- Coś takiego, właśnie. Dobrze, że pan o tak skrótowo ujął, ale niesłychanie właściwie. To znaczy wtedy jest śmiesznie, kiedy komizm, czy sytuacja farsowa jest wtopiona w dramat. Dlatego na przykład farsa "Kolacja na cztery ręce" o Bachu i o Henglu jest bardzo zabawna, bo tam chodzi o rzeczy bardzo ważne, o twórczość, o ambicje, o dramaty, tam jest śmieszność w sosie dramatycznym, nie odwrotnie. Ja naprawdę tylko przy lekturach mojego ukochanego Dostojewskiego potrafię śmiać się. Głośno. Będąc sam ze sobą. Żaden wesoły prozaik mi tego nie załatwia.

DŁ: Czy to, co się w Polsce dzieje, co nas otacza i w czym tkwimy chcąc nie chcąc - pytam o całą rzeczywistość, nie redukując jej do obszaru kultury - czy to jest wystarczająco dramatyczne, żeby było dla pana wesołe, czy to jeszcze jest jeszcze wiąż za mało dramatyczne, żeby było śmieszne?

Jan Nowicki: - Dobre pytanie... Niestety, to nie jest wesołe. I nie jest też dramatyczne. To jest obrzydliwe. Najnormalniej w świecie obrzydliwe. Nudne, amatorskie, brzydkie, wykonawcy są nieciekawi, posługują się nieciekawym językiem, rzadko bywają dowcipni. A w tej sytuacji jest się trudno śmiać, bo chodzi o problem narodu, problem kraju, problem milionów, i tutaj już nie ma żartów. My toniemy w takim ogromnym obszarze amatorszczyzny, że ręce opadają. Nie można się śmiać w sytuacji, kiedy bez przerwy i ciągle ma pan do czynienia z amatorami.

Dowiedz się więcej na temat: problem | urlop | rzeczy

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje