Nie wierz nigdy mężczyźnie

Nie chciałam o tym pisać, bo znowu będzie na mnie. I na feministki. Że nie mają poczucia humoru. Że nie znają się ani na męskich żartach, ani na prawdziwej kobiecości. Więc chciałam się powstrzymać, żeby znowu się Państwu nie narazić, ale nie dałam rady. Podjęłam kobiecą decyzję, nie patrząc na konsekwencje. Nie zostawię tekstu pana Zarzecznego bez komentarza, bo nie potrafię przejść obojętnie obok cudzej krzywdy.

Już tytuł mnie poruszył: "Po trzecie nie wierzę kobiecie". Pewnie coś złego pana Zarzecznego ze strony kobiet spotkało, że już żadnej nie wierzy? Oj, spotkało! Nie miał pan Zarzeczny szczęścia do kobiet. Wiele wskazuje na to, że leciały głównie na jego pieniądze, które chciały rozrzutnie wydawać. Ale pan Zarzeczny je przejrzał. Wie, co gra w duszy kobiety. Kobieta to "urodzony ekonomista. Oszczędza swoje, a wydaje twoje". W dodatku chce, żeby pan Zarzeczny pracował na trzech posadach i przynosił cztery pensje! Rozumiem w końcu, skąd ta erupcja twórczości, którą nas pan Zarzeczny dzień w dzień od jakiegoś czasu zalewa, a której przyczyn nie umiałam rozgryźć.

Reklama

Co jeszcze wiemy o kobietach pana Zarzecznego? Spryciary, które potrafią udawać gapę. Nigdy nie zapomną go "opier*lić". Rzucają go, ale on nad tym nie boleje. Nie ta, to będzie młodsza, o ile oczywiście uda mu się zarobić dość pieniędzy. W pierwszej chwili użaliłam się nad panem Zarzecznym. Może to prawda, że kobiety są z mężczyznami głównie dla kasy, tylko ja dotąd tego nie dostrzegłam? Szybko rozejrzałam się wokół. Oto moja koleżanka, która od lat utrzymuje swojego męża. On jest wspaniałym artystą, niestety świat się na nim nie poznał. Dlatego cierpi, chodzi sfrustrowany, więc ona stara się go podnieść na duchu. Nie dość, że go utrzymuje, to płaci alimenty na jego dzieci z pierwszego małżeństwa. Ale ciii! O tym się nie mówi, w każdym razie nie przy nim. On unika drażliwych tematów i nawet z żoną nie rozmawia o pieniądzach.

W ogóle mężczyźni są bardzo drażliwi. Mąż innej mojej koleżanki za nic by nie przyznał, że ona zarabia trzy razy więcej od niego. Za to przy ludziach chętnie wykazuje, kto jest lepszy. Ona uwija się, obsługując i gości, i jego, a on siedzi na kanapie i narzeka, że jej ciągle nie ma i w domu bałagan. Ostatnio kupił sobie motor. Na kredyt, który ona będzie spłacać. Ale to trzeba zrozumieć. Mężczyzna, który zarabia mniej od kobiety, musi jakoś podbudować swoją męskość. Choćby za jej pieniądze.

Inna moja znajoma zarabia mniej od męża. I oszczędza, jak może, żeby utrzymać dom. Za to on kupuje strasznie fajne gadżety. Niczego z nią nie uzgadnia, ale przecież nie musi, bo kupuje za swoje. Ona martwi się, jak zapłacić rachunki, a on kupuje telewizor plazmowy z ekranem na pół pokoju. Albo rakietę tenisową. Oczywiście dla siebie. Taką samą jak ma Roger Federer. Mąż innej mojej znajomej robi jej awantury, gdy ona kupi sobie nowy ciuch albo buty. Za to chętnie ogląda się za laskami, które są świetnie ubrane. Chciałby, żeby i jego żona tak wyglądała. Ale żeby nie wydawała pieniędzy. I żeby inni nie zwracali na nią za bardzo uwagi, bo natychmiast staje się zazdrosny.

Nie tylko kobiety pana Zarzecznego walczą z elementarnymi prawami logiki, mężczyznom też to nieźle wychodzi. I czy mężczyźni nie są nieco bardziej zmienni niż kobiety, lubiąc coraz to młodsze? W dodatku są wrażliwsi. Wielu z nich nie może znieść sytuacji, gdy żona jest ciężko chora. Albo dziecko. Odchodzą, bo nie mogą patrzeć, gdy ktoś cierpi i potrzebuje ich stałej opieki. (Przepraszam tych, którzy nie odchodzą, ale tak to już jest ze stereotypami, że zwykle są krzywdzące.) A jeśli chodzi o aktorstwo, też nic im nie brakuje. Niejeden mięczak gra twardziela. A gdy się wyda, że to tylko pozory, gotów jest udowodnić swoją męskość rękoczynami. Niejeden skąpiec na pierwszych randkach pcha się do płacenia rachunków. Za to potem, gdy już są po słowie, coraz częściej zapomina portfela.

Nie chcę walczyć tą samą bronią co pan Zarzeczny, bo nie lubię stereotypów. Nawet tych dotyczących mężczyzn. Chciałabym tylko, żeby nie wrzucać kobiet do jednego worka z napisem: "wszystkie jesteście takie same". Bo nie jesteśmy. Własne doświadczenia często bywają podstawą tworzenia ogólnych teorii o człowieku, ale żeby tak poza nimi w ogóle nie widzieć świata? Są z pewnością kobiety, które budują swoją wartość i poczucie bezpieczeństwa na związku z mężczyzną, ale są i takie, którym zależy na niezależności. Są takie, którym chodzi o pieniądze, ale są i takie, dla których ważniejsza jest miłość. Ale żeby to odkryć, trzeba wyjść poza szowinistyczne żarty. Poza schematy, które więcej mówią o autorze niż o tych, których dotyczą. Widzimy tyle, ile potrafimy zobaczyć. Gdyby udało się Panu szerzej otworzyć oczy, zobaczyłby Pan kobiety waleczne jak Atena, niezależne jak Artemida, zmysłowe jak Afrodyta, wierne jak Hera albo uduchowione jak Hestia. Każda kobieta jest inna, ale może Pan spać spokojnie. Z pewnością chodzi nam o coś więcej niż o Pańskie pieniądze.

Hanna Samson

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje