Nowa miłość Olgi Bończyk

Krótko po rozpadzie małżeństwa Olgi i Jacka Bończyków wyszło na jaw, kto jest nowym partnerem aktorki znanej najbardziej z roli dr Edyty Kuszyńskiej w serialu "Na dobre i na złe".

W najnowszym numerze tygodnika "Gala" poznaliśmy jej nowego życiowego partnera. Jest nim Tomasz Gorazdowski, dziennikarz sportowy radiowej Trójki.

Reklama

"Oboje zostaliśmy zaproszeni do prowadzenia pikniku integracyjnego zorganizowanego dla osób niepełnosprawnych. On, bo patronem tego festynu była radiowa Trójka. Ja, bo moje życie było związane z niepełnosprawnymi. Moi rodzice byli głuchoniemi. Wtedy Tomek i ja po raz pierwszy się zobaczyliśmy" - opowiada "Gali" o poznaniu Tomasza Olga Bończyk.

"Koncert trwał wiele godzin i choć pracowało nam się wspaniale, byłam przekonana, że nasza znajomość się na tym zakończy. Nie byłam osobą, która kogoś poszukiwała do życia, nie potrzebowałam nowego partnera, nie rozglądałam się za nowym mężczyzną".

Miłość nie narodziła się jednak od razu. Oboje wymieniali później SMS-y i listy elektroniczne. Dzięki emailom znacznie więcej dowiedzieli się o sobie.

"Tą drogą poznawaliśmy siebie. A gdy zorientował się, że jestem osobą samotną, jego e-maile stawały się coraz bardziej odważne. I tak to się zaczęło. Czasem gdy wspominam te nasze początki, wiem, że gdyby nie emaile i nasze tą drogą długie rozmowy, z pewnością nic między nami nigdy by się nie zdarzyło" - dodaje aktorka.

Później przyszło spotkanie na kawie, zaś jeszcze później kolacja, na którą Olga Bończyk przygotowała polędwicę w sosie berneńskim.

"Tego przepisu nauczył mnie Maciej Kuroń. Proste danie, lecz bardzo wykwintne. Chyba zrobiło na nim wrażenie" - wspomina.

Zanim doszło do poważnych decyzji było wiele spacerów i rozmów, podczas których aktorka zafascynowała się swoim przyszłym partnerem.

"Jestem osobą, która może dużo powiedzieć o sztuce, muzyce, o filmie. Tomek ma inny świat. Polityka, sport... Zwiedził pół świata. Podróżowanie to jego pasja. Opowieści z wyjazdów słucham z zapartym tchem. Zawodowo nic nas nie łączy. Może dobrze" - twierdzi aktorka z rozmowie z "Galą".

Olga zrobiła pierwszy krok na drodze do stworzenia związku.

"Ja chyba zrobiłam to pierwsza. Któregoś dnia powiedziałam mu, że bardzo dobrze czuję się w jego towarzystwie. On chyba czuł podobnie. To był impuls, który wyzwolił kolejne kroki".

Dopiero po jakimś czasie oboje zamieszkali razem, w domu radiowca.

"Kiedy ostatecznie podjęliśmy z moim mężem decyzję, że wspólne życie nie ma sensu i nie uda nam się zachować udanego związku, byłam zniechęcona. Nie wyobrażałam sobie, że mogłabym komuś znowu zaufać. Myślałam, że jestem na to za stara. W głowie huczała myśl: żaden facet na stałe".

"Tomek wkradł się tylnymi drzwiami. Tak niepostrzeżenie, że nie zauważyłam nawet, że od kilku tygodni uczę się nowego faceta. Tomek jest czuły i czujny na moje potrzeby. Stara się mi pomóc, chronić mnie, podpowiadać rozwiązania. Wie, że jestem osobą wrażliwą, że potrafię się przejąć jakimś głupstwem, które mi zepsuje humor na kilka dni" - opowiada aktorka.

Na razie Olga i Tomasz nie mają planów małżeńskich.

"Zawsze liczy się człowiek. Papier niczego nie gwarantuje. Ciągle uczymy się siebie. Wierzę, że nam się uda. A to już jest jakiś plan, prawda?" - pyta Olga Bończyk.

Dowiedz się więcej na temat: aktorka | miłość

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje