Odrobina luksusu

Kocham Swojego mężczyznę, jednakże są dni, kiedy potrzebuje choć troszkę samotności. W biegu dnia codziennego, brak mi czasu na dosłownie wszystko. Głupie malowanie paznokci musi się odbywać w Jego towarzystwie gdyż, jak twierdzi chce uczestniczyć w całym moim życiu.

Dlatego czas mistrzostw daje mi szanse na oderwanie się od tej całej szarzyzny. Dzień, w którym zaczynają się mecze oznacza dla mnie czas relaksu i "odrobiny luksusu" :-). Staram się wtedy namówić Go do oglądania w typowo męski sposób tj.: zimne pivko, pizza i fajni koledzy. Nie żebym była aż tak nierozsądna, więc łaskawie odstępuje im swój telewizor. Bądź, co bądź wole ich mieć na oku! W związku z powyższym obiad mam już z głowy i całe popołudnie tylko dla siebie. Samo przez się rozumie, że moja obecność w domu byłaby niepożądana. Przygotowania do tego wyjątkowego popołudnia należy rozpocząć odpowiednio wcześniej, może się zdarzyć katastrofa i nikt odpowiedni nie będzie miał czasu mi towarzyszyć. Po pracy umawiam się z osobą odpowiadającym kryteriom najlepszej przyjaciółki, w tym wypadku z niezastąpioną od 7 lat Martą. 15,30 wybija a ja z bijącym sercem ruszam na mój mały podbój świata :-). Plan wygląda następująco:

Reklama

- 15,50: najpierw kawka i szybkie omówienie dalszego planu działania :-)

- 16,40: nadal kawka, zaznajomienie się z ciekawostkami życia codziennego koleżanek z liceum,

- 17,15: ustalenie planu działania,

- 17,40: zakończenie kawki, bieg po butikach,

- 17,45-19,00: kolejne odwiedziny w: sklepie z bielizną (o w mordę!! męskie stringi!!!), sklepie zoologicznym (nie to, żebyśmy kochały zwierzątka, jakaś papużka wsadziła łepek między pręty, o czym poinformowała całe centrum handlowe), cukierni (skonsumowanie świeżego makaronika w liczbie 2), piekarni (rozważania nad bułką tartą, czy to bułka czy chleb?), obuwniczym (zakup klapek w cenie 15 zł/szt.),

- 19,05: wyciągnięcie swoich zbolałych stópek na fotelu fryzjerskim, w tym czasie przemiła pani maluje mi paznokcie ( ostatni raz było tak dokładnie rok temu) a my znów gadamy gadamy....

- 19,50: 10 minut w kiszce (czyt. solarium)

- 20,00:pizza, sałatka meksykańska z sosem czosnkowym, pivko a w międzyczasie opracowanie planu zlikwidowania głodu na świecie poprzez pobieranie podatku od każdego zjedzonego hamburgera. Korzyść dla głodujących, gdyż pieniążki przekazywane byłyby na cele charytatywne, ale jaka korzyść dla nas!!!! Znając swoją chytrą naturę zjadłaby bułkę z pasztetówką zamiast niezdrowego burgera :-)

- 21,15: zaczynamy tęsknić za naszymi małymi chłopcami oglądającymi razem mecz,

- 20,30: z tęsknoty zamawiamy po kieliszku czerwonego wina,

- 20,35: decydujemy się wracać do domku, bo jeśli oni jednak nie zamówili tej pizzy i są głodni?

- 20,50: podejrzanie cicho pod drzwiami a przecież mecz ciągle trwa!

Wchodzimy do domu, moje szczęście leży rozwalone na kanapie, szczęście Marty poskręcane na fotelu. Pudełko po pizzy na podłodze plus dwie puszki po piwie. Schlali się?? Śmietnik pusty, barek pełny. Więc po prostu zmęczenie :-). Postanawiamy ich zostawić same idziemy oglądać "Babski wieczór".

Budzi mnie delikatny pocałunek, bierze mnie na ręce i zanosi do pokoju.

- ładnie wyglądasz, jak się udały zakupy?

- fajnie dzięki, a jak mecz?

- nudyy, tęskniłem za tobą.......

Lubię Mistrzostwa, lubię piłkę nożną na której się nie znam, lubię zakupy na których nic nie kupuję, kocham swojego mężczyznę, który chce pić piwo ale nie umie się opić, lubię przez jeden wieczór w roku mieć tylko dla siebie i lubię mieć świadomość, że to tylko raz w roku :-)

Anna

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje