On, ona i... pies

Już nie model "1 + 1 + 2" (rodzice plus dwoje dzieci), ani nawet "1 + 1 + 1" (rodzice plus jedno dziecko) cieszy się wśród młodych ludzi popularnością. Coraz więcej par zadowala się modelem on ona i... pies.

Zamiast spacerować z wózkiem czy chodzić z dzieckiem na plac zabaw wolą wyprowadzać swojego czworonoga i wyjeżdżać z nim w weekend za miasto.

Reklama

Mają z głowy nieprzespane noce, płacze z niewiadomych powodów, kolki, kapryszenie przy jedzeniu, opiekunki, żłobki, przedszkola, itd. Nie muszą wybierać, kto w ich związku będzie robił karierę, a kto bardziej zajmie się domem, nie są "uwiązani" przy dziecku, znudzeni codzienną rutyną.

Decydując się na psa zamiast dziecka i tak mają się kim zajmować, o kogo troszczyć, przy kim dać upust swoim opiekuńczym instynktom. Zawsze łatwiej dogadać się, kto i kiedy wychodzi z psem, kto go kąpie, kto za nim sprząta, niż "przemeblowywać" całkowicie swoje życie po narodzeniu się dziecka.

Zdaniem psychologów w przypadku wielu takich par czas zajmowania się psem jest tylko etapem przejściowym, przygotowaniem do rodzicielstwa. Uczy ich odpowiedzialności za inną istotę, przyzwyczaja do codziennych obowiązków.

Niektóre jednak pary nigdy nie decydują się na wyjście z tego etapu. Wolą poprzestać na psie, nie ryzykując przy tym, że ich rodzicielskie instynkty mogłyby się nie sprawdzić przy dziecku. Nie chcą komplikować sobie życia, ograniczać je z powodu dziecka, dopasowywać do jego wymagań. Boją się, że taka zmiana mogłaby ich przerosnąć, pokazać, że jeszcze nie dojrzeli do nowej roli albo wcale się do niej nie nadają.

Może jednak warto przezwyciężyć strach, zrezygnować z wygodnego życia, stawić czoła nowym wyzwaniom i zrobić kolejny krok?

Dowiedz się więcej na temat: rodzice | plus | PSY (Park Jae-Sang)

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje