Ostro i po turecku

Wakacyjne podróże pełne są nie tylko wrażeń wizualnych, ale również smakowych. Może warto tym razem, zamiast muszelek, porcelanowych figurek, kamiennych popielniczek i złotych wisiorków przywieźć coś do jedzenia. Zaproście znajomych i przy zdjęciach z plaży, ucztujcie po polsku ze smakiem... światowym.

Knajpy i restauracje w lecie pełne są turystów. Ciężko więc znaleźć stolik, szczególnie w większym gronie i spokojnie posiedzieć ze znajomymi. Polska namiętność - grillowanie - również się już przejadła. Nie można w każdy weekend jeść kiełbaski, nawet jeśli przyrządzana jest na kilkanaście różnych sposobów. Jaka rada? Biesiadujmy w domu, eksperymentujmy w kuchni!

Reklama

Po udanych wczasach pozostaje moc wrażeń, piękne wspomnienia, ale też nowe doznania kulinarne. Powrót do kraju nie oznacza powrotu do schabowego z kapustą. Polacy zaczęli podróżować już kilka lat temu, również od kilku lat zaczęli eksperymentować w kuchni. To czego się uczą podczas podróży, to również otwartość na nowe potrawy, eksperymenty kulinarne i radość z biesiadowania. Spotkanie po udanych wczasach nie musi sprowadzać się do oglądania zdjęć pod palmą i na plaży. Gotowanie w gronie znajomych to doskonała zabawa, szczególnie gdy każdy przyniesie własną propozycję kulinarną. Ucztujmy więc jak polska tradycja nakazuje, ale ze smakiem... światowym.

Mateusz po skandynawsku

Mateusz wakacje spędza w Norwegii, lub Szwecji. Na studiach kilka razy pracował na targu rybnym, a że jest zapalony wędkarzem wiedział co dobre. Od razu zakochał się w tamtejszych łososiach, które mają zupełnie inny, bogatszy smak niż te oferowane w polskich hipermarketach. Na wspólną kolację przywiózł trochę tamtejszych frykasów. Przede wszystkim fantastyczne salami z łosia i renifera, które mają bogaty, lekko cierpki aromat. Salami doskonale się sprawdziły podane jako koreczki z oliwkami. Do tego skandynawski podróżnik podał polskie krakersy z kawiorem, no i obowiązkowo dzikiego łososia wędzonego w dymie jałowca. Jako wyjątkową nowość każdy mógł spróbować odrobiny marynowanego wieloryba. Smak trochę podobny do wątróbki, jednak dużo delikatniejszy.

- Co roku jeżdżę na północ i co roku staram się przywieźć coś, czym zaskoczę znajomych. Czasami nawet udaje mi się przywieźć tamtejsze piękne, wielkie krewetki - mówi Mateusz - to zupełnie inna historia niż nasze mrożonki z hipermarketu. Opowieści o Norwegi szybko zmieniają się we wspomnienia kulinarne i już lepszej rekomendacji tego zimnego kraju nie potrzeba.

Magda na ostro pod piramidami

Magda lubi ostre jedzenie, ale wciąż nie miała okazji wybrać się do Tajlandii, albo Meksyku. Jednak ostre i aromatyczne przyprawy przywiozła z Egiptu. Smak jest niepowtarzalny. - Podczas gdy inni biegali po bazarze od jednego kramu ze złotem do drugiego ja zupełnie zatraciłam się w koszach z przyprawami - opowiada Magda. Bajecznie kolorowe ziarna pieprzu, suszone daktyle, herbata, szafran, no i najważniejsze ostre papryki. Magda serwuje gościom steki w sosie z zielonego pieprzu. Do koloru przywiozła również czerwony i czarny.

Dowiedz się więcej na temat: wakacje | smak

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje