Piękne oblicze szatana

A pielęgniarki trwają. Białe miasteczko tętni życiem, mieszkańcy Warszawy i przybysze z daleka mogą się w nim badać i uczyć udzielania pierwszej pomocy.

Co godzina rytmiczne i niezwykle głośne dźwięki wywołane przez setki butelek wypełnionych monetami oraz piszczałki i bębny przypominają chwilę starcia z policją. Miasteczko ma swój rytm i swoje zwyczaje, których nie zmienia fakt, że część pielęgniarek wciąż się zmienia. Jedne wracają do pracy, na ich miejsce przyjeżdżają następne. Więc to nieprawda, że odeszły od łóżek chorych. Gdy są w miasteczku, inne biorą za nie dyżury.

Reklama

Część pielęgniarek od kilku dni głoduje, to już nie jest "niezjedzenie kolacji, które jeszcze nikomu nie zaszkodziło". Ani te słowa premiera, ani haniebne wypowiedzi, że ktoś za nimi stoi, a one nie wiedzą, co czynią, nie wytrąciły pielęgniarek z równowagi. Nie uwiódł ich szarmancki pocałunek w rękę. Dzielnie trwają i ani myślą rozjechać się do domów, nim załatwią swoje sprawy. Są wytrwałe, cierpliwe, konsekwentne. Zachowują spokój i dyscyplinę. Godność, od której jak od zbroi odbijają się słowa aroganckich polityków i gorliwych dziennikarzy. Nie dosięgają ich kpiny i szyderstwa. Groteskowo brzmią wypowiedzi dowcipnisiów, którzy z ich walki o należny im chleb i szacunek, próbują robić żarty. Tak o początkach protestu napisali we "Wprost" Mazurek z Zalewskim: "Tymczasem pielęgniarki dopadł nagły atak miłości do Jarosława Kaczyńskiego. Atak był tak nagły, że nie pozwolił im wyjść z kancelarii premiera, dopóki go nie ujrzą. Po prostu babki jak weszły, to taką miętę do Jarosława poczuły, że za żadne pieniądze wyjść nie chciały, i już." Dowcipne? Raczej żenujące.

Maciej Rybiński, felietonista "Dziennika", w swojej walce z "Gazetą Wyborczą" bez skrupułów używa pielęgniarek. Kpi, szydzi, naśmiewa się, obleśnie wymachując podpaską: "Okrucieństwo i cynizm rządu przerażają "Gazetę Wyborczą", której redaktorzy, gdyby jakiejś grupie zawodowej przyszło do głowy okupować redakcję, sami zmienialiby protestującym podpaski i robili przepierki. A w kancelarii premiera chłód społeczny bez podpasek. Posłanka Szczypińska z PiS na prośbę pielęgniarek o mydło, ręczniki, majtki i podpaski odpowiedziała podobno, że to nie Hilton. Jak to? Z zewnątrz wygląda podobnie, a nie ulega wątpliwości, że gdyby premier chciał zmienić podpaskę, to by mu ją dostarczono niezwłocznie." Niesmaczne? Owszem. Zwłaszcza w zderzeniu z kulturą pielęgniarek, o których równie błyskotliwie wypowiada się Paweł Zarzeczny na Interii: "Wreszcie pielęgniarki totalnie mi zaimponowały. Mianowicie w poniedziałek zaczęły głodówkę. Ja zabieram się do tego już lat kilkanaście i zawsze obiecuję sobie, że to właśnie już od następnego poniedziałku. I guzik, pękam jak cienka gumka. Na szczęście nie ja jeden. Ponieważ pielęgniarki zaczynają ten osobliwy (bo niczym poza nadmierną wagą nieuzasadniony) protest w tempie jedna na trzy godziny - wszystkie zaczną głodować gdzieś na początku następnego stulecia. Patrząc w kalendarz - nawet ja dołączę się wcześniej."

Dowiedz się więcej na temat: pielęgniarki | miasteczko

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje