Poświęcenie z przymusu czy wyboru?

Czy wychowywanie dzieci musi oznaczać rezygnację z własnych planów i gotowość do poświęcania się? Czy kariera zawodowa musi być robiona kosztem dzieci? A może zajmowanie się wyłącznie domem to również dobry sposób na samorealizację?

Kobiety dzielą się na te, które poświęcają się, bo muszą i te, które robią to, bo lubią. Pierwsza sytuacja dotyczy przede wszystkim kobiet skazanych wyłącznie na siebie. To matki, które wychowują dzieci same, bo ich partner, pochłonięty pracą, jest całymi dniami w domu nieobecny, albo w ogóle zrezygnował z "bycia tatusiem". To one zwykle mają poczucie, że ich własne aspiracje przestały się liczyć, że zmarnowały swoje życie i właściwie nic nowego je już nie spotka. To te właśnie kobiety najszybciej stają się zgorzkniałe, popadają w depresję i niestety czasami patrzą na swoje dzieci z wyrzutem.

Reklama

Chęć, a nie przymus poświęcenia się dla domu może wynikać ze strachu przed podejmowaniem nowych wyzwań i sprawdzeniem się w nowej roli. Kobiety, które chcą poświęcać się, zwykle traktują dom jak azyl. Czują się zwolnione z konieczności realizowania się poza domem. I chociaż w gruncie rzeczy odpowiada im bycie kurą domową, to one właśnie chętnie próbują obarczyć partnerów winą za zmarnowane w domu życie.

Jest wreszcie grupa kobiet, dla których zajmowanie się domem nie jest żadnym poświęceniem. To te kobiety, które na czas wychowywania dzieci świadomie rezygnują z aktywności zawodowej i nie mają poczucia, że w ten sposób przekreślają swoje własne plany. To także te kobiety, którym udaje się pogodzić role matki i pracownika. Nie da się jednak ukryć, że to te, które potrafiły stworzyć partnerski model rodziny. Partner takiej kobiety nie tylko bierze na siebie część obowiązków, ale pozwala jej też na samorealizację. Przy takim wsparciu rzeczywiście nie trzeba rezygnować z siebie i swoich potrzeb. Nie trzeba się poświęcać.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje