Przestrzeń zorganizowana

Baccara - Jedno z cichych maltańskich miasteczek. Z małym ryneczkiem i niewielkim barokowym kościołkiem. Kamienne domy, wąskie uliczki. Wszechobecny klimat leniwego, gorącego popołudnia. W takim miejscu właśnie odwiedziliśmy Marka Pace - projektanta wnętrz

To było spotkanie, którego się nie zapomina. Mark Pace umówił się z nami na jednej ze stromych wąskich uliczek stolicy Malty - la Valetty. Stamtąd mieliśmy pojechać w głąb wyspy do jego domu. Mark czekał już na nas. Siedział na swoim skuterze Vespa, a na głowie miał kask przypominający nakrycia głowy MO z epoki Gomułki. Z trudem opanowaliśmy chęć wybuchnięcia śmiechem. Ruszyliśmy. Za wszelką cenę staraliśmy się nie stracić z oczu mknącej jak strzała Vespy, co chwilę znikającej między szkolnymi autobusami, ciężarówkami pełnymi arbuzów i stadami kóz. Po czterdziestu minutach morderczego pościgu wjechaliśmy do cichego miasteczka. Zaparkowaliśmy na jednej z bocznych uliczek. Ubrana na czarno staruszka, siedząca na schodkach domu opodal bez zdziwienia podniosła głowę znad gazety. - To tu, powiedział Mark wskazując na obdrapaną, drewnianą bramę.

Reklama

Gra z tradycją

Mark Pace jest otwartym, pełnym energii i pomysłów projektantem wnętrz. Jak sam mówi, brak dyplomu architekta rekompensuje sobie śledząc najnowsze trendy w wydawnictwach i literaturze, a także uczestnicząc w targach i wystawach na całym świecie. - Nigdy nie dane mi było skończyć studiów, ale odkąd pamiętam moja uwaga skupiona była na tym, co mnie otacza, na sposobie kształtowania przestrzeni światłem, dodatkami, kolorami - mówi. Wrażliwość na piękno i niczym nie skrępowana wyobraźnia pozwalają mu tworzyć wnętrza oryginalne, ponadczasowe i zaskakujące. Fakt, że pracuje na Malcie, gdzie historia jest wszechobecna, ma olbrzymie znaczenie. Najbardziej fascynuje go bowiem proces przemian i sposób, w jaki współczesność wpisuje się w tradycję. Projektując swój własny dom, mógł zrealizować idee, które w jego pojęciu pozostają kluczowe.

W stronę światła

Brama, przed którą zaparkowaliśmy samochód, okazała się drzwiami do domu. Mark otworzył skobel i znaleźliśmy się w długim kamiennym tunelu. Na końcu niego, na szczęście, widać było światło. To "remissa", tradycyjne, arkadowe wejście do wszystkich starych maltańskich domostw, rodzaj przedpokoju, prowadzącego na wewnętrzny dziedziniec. Swój dom Mark zbudował na ruinach trzystuletniej kamiennej willi. Współczesną, zdecydowaną bryłę naszkicował na fundamentach i murach tego, co od stuleci pozostawało niezmienne. Z ciemnego i wilgotnego wejścia weszliśmy na rozświetlone podwórze, ze stuletnim oliwnym drzewkiem pośrodku.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje