Rycerka na białym koniu

Są kobiety, które mają w sobie coś z rycerza. Chętnie wsiadają na konia i pędzą bronić mężczyzn. I dalejże na oślep ścinać głowy feministek, nim zdążą ich wysłuchać i zrozumieć, o co im chodzi.

A z takim wdziękiem to robią, że nie tylko mężczyźni gotowi są je sławić. Również kobiety to doceniają. Bo która z nas by chciała zrezygnować z męskich pocałunków w rękę i szarmanckiego przepuszczania w drzwiach w zamian za równą płacę? Na pewno nie Elżbieta Isakiewicz, publicystka "Newsweeka".

Reklama

"Nad mężczyznami zbierają się czarne chmury" - bije pani Isakiewicz na alarm w ostatnim felietonie. - "Dopiero co Europejski Trybunał Sprawiedliwości kazał prześwietlić płace w Wielkiej Brytanii i oburzył się, że kucharka zarabia tam mniej niż śmieciarz, a już w 'Gazecie Wyborczej' ukazał się sondaż, z którego wynika, iż w Polsce facetom też jest w pracy lepiej. A mnie nie podobają się metody, jakimi próbuje się utrzeć im nosa." Taki sondaż to rzecz rzeczywiście nieelegancka. Po co odsłaniać coś, co bujniej kwitnie w ukryciu? Żeby utrzeć mężczyznom nosa?

Ta oryginalna koncepcja zaintrygowała mnie, więc czytałam dalej. "Pierwszą metodą, janosikową (jednego ograbić, drugiemu dorzucić), posłużył się właśnie szacowny Trybunał Sprawiedliwości. Wyliczył on, że różnica w zarobkach na korzyść mężczyzn wynosi 22 proc., i nakazał władzom brytyjskim, by zastosowały płacową urawniłowkę i jeszcze zafundowały kobietom odszkodowania za kilka lat wstecz." Czy to nie jest oburzające? Zabrać mężczyznom, którzy zarabiają więcej tylko dlatego, że są mężczyznami, i oddać kobietom, które pracują tak samo za mniejsze pieniądze? Czy na pewno można tu mówić o fundowaniu czegoś kobietom? Może raczej o zwróceniu im tego, czego dotąd niesłusznie były pozbawione?

Pani Isakiewicz boleje jednak nad tym, że wielu mężczyzn "będzie teraz przynosić do domu pensję niższą niemal o połowę." Byłby to rzeczywiście kłopot, gdyby nie fakt, że wiele kobiet przyniesie do tego domu większą pensję. Ale pani Isakiewicz boleje dalej: "Bogu ducha winnego człowieka karze się za to, że ma lepiej, że ma więcej, niski odruch zawiści podnosi się do rangi salomonowej wyroczni, a mściciela ubiera w szatki dobrego wujka. Miałabym takiej sprawiedliwości przytaknąć?" Nie! Pani Isakiewicz, która tak trafnie nazwała motywy tych, którzy walczą o sprawiedliwość społeczną, puka się w czoło. Z tego cieszą się tylko głupie feministki. I coś w tym jest, bo ja nie pojęłam nawet, kto jest tym mścicielem. Trybunał Sprawiedliwości? Jeśli tak, to czy na pewno ma on powody do zawiści? Myśl pani Isakiewicz nie jest tu dla mnie jasna, ale z pewnością służy słusznej sprawie.

W imię tej sprawy pani Isakiewicz ośmiesza parytety. "W Norwegii już parę lat temu działaczki organizacji kobiecych przeforsowały nakaz, by w zarządach i radach nadzorczych firm, także prywatnych, zasiadało tyle samo kobiet, co mężczyzn. Słówko "parytet" robi karierę na salonach, a także w rozmaitych instytucjach europejskich. A mnie cierpnie skóra. Bo oto oferuje mi się awans nie z powodu moich uzdolnień, tylko z powodu płci. Ładnie bym wyglądała, gdyby się okazało, że redaktor naczelny "Newsweeka" zatrudnił mnie dlatego, że jestem kobietą. Uprzejmie dziękuję, to nie mój styl."

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje