Seks? To tylko chemia...

To się zdarza - nagłe erotyczne oczarowanie, wręcz przyciąganie do drugiej osoby tak silne, że absolutnie nie do opanowania.

I nie ma znaczenia, jak długo jego znamy. Liczy się tylko ten magnetyzm, który przyciąga was do siebie z nieodpartą siłą. Czy to magia, czy odnalezienie swojej brakującej połowy? Cóż, ani jedno, ani drugie. To po prostu chemia...

Reklama

Zazwyczaj pierwszym sygnałem, że coś zaczyna między wami iskrzyć, jest spojrzenie - wyjątkowe, elektryzujące, które wręcz fizycznie przenika was do głębi. Niestety, jest to tylko efekt pracy hormonów płciowych, u wielu osób prawie że odruchowy przy spotkaniu z przedstawicielem płci przeciwnej. Źrenice rozszerzają się właśnie pod wpływem działania tych hormonów i to właśnie od ich stężenia w organizmie zależy ta atrakcyjność spojrzenia. Niestety...

Gdy spojrzenie trafi w cel, co ocenia już nasza podświadomość po reakcji obiektu, to nadnercza zaczynają wydzielać adrenalinę - neuroprzekaźnik, przestawiający organizm na wyższe obroty. Pod jej wpływem oczy zaczynają błyszczeć i mogą drżeć mięśnie nóg - tak więc efekt trzęsących się łydek czy drżących kolan albo zawrotu głowy przy dotyku, uważany za sygnał budzącego się wielkiego uczucia - to tylko skutek działania adrenaliny.

Adrenalina także odpowiada za pobudzenie mózgu, serca i płuc do intensywniejszej pracy - stąd szybsze bicie serca, płytszy oddech i łatwiejsze znajdowanie błyskotliwych ripost czy słodkie uśmiechy chwytające za serce...

Jednak adrenalina wydziela się w naszym organizmie także w przypadkach zagrożenia i wywołuje prawie identyczne objawy (jedynie słodki uśmiech zastępuje tu grymas...). Jeśli z analizy sytuacji wynika, że nie chodzi o niebezpieczeństwo, a o miłość, mózg zaczyna wydzielać kolejny neuroprzekaźnik, który uspokaja komórki nerwowe. I wtedy organizm przechodzi do kolejnego etapu, czyli wydzielania feromonów.

Feromony to związki chemiczne o nie do końca jeszcze zbadanej budowie i działaniu, ale które na pewno odpowiadają za to, że osobnicy płci przeciwnej podobają nam się lub nie. I kiedy zaczynają się wydzielać, to nasza atrakcyjność rośnie - dzięki nim stajemy się ładniejsi, błyskotliwsi i bardziej urokliwi. Po prostu nie sposób się oprzeć...

Jeśli dotychczasowe bombardowania przeciwnika hormonami dały spodziewany efekt, to teraz na scenę wkraczają "hormony przyjemności": endorfiny i oksytocyna, które wprawiają nas w uczucie błogości i zadowolenia. Dodatkowym, acz nie najmniej ważnym efektem pracy tych wszystkich hormonów jest skierowanie porcji krwi do kobiecych piersi, twarzy, ust i w dalszej kolejności narządów płciowych. Dzięki temu twarz lekko się rumieni i staje się bardziej atrakcyjna,a usta powiększają się i zaczynają wyglądać wyjątkowo ponętnie. Dopływ krwi powoduje też podniesienie się piersi, które przez to stają się bardziej sprężyste i wydają się większe...

Głębokie miłosne westchnienia to także, niestety, efekt działania hormonów. Nazywają się one katecholaminy i dzięki nim rozszerzają się oskrzela, a oddech staje się głębszy, by dotlenić organizm zajęty wysiłkiem fizycznym, jakim niewątpliwie jest pocałunek czy gra wstępna...

M. Skrzypek

Dowiedz się więcej na temat: organizm | seks | chemia

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje