Seks w plenerze - najlepsze pozycje

Po mroźnym i deszczowym wrześniu pewnie przyjdzie jeszcze czas na piękny i ciepły październik - to będzie ostatnia chwila, by jeszcze w tym sezonie zakosztować seksu w plenerze.

Nie próbowałeś? Ponad 61 proc. kobiet chciałoby jakiejś odmiany w swoim życiu seksualnym. Może to ona czeka na propozycję?

Reklama

Wśród stu trzydziestu seksualnych zbliżeń, które statystycznie trafiają się nam w ciągu roku, większość przypada na miesiące letnie. Słońce napędza nasz testosteron, poziom estrogenu u kobiet rośnie, złośliwa gęba szefa blaknie we wspomnieniach, wokół odsłonięte ciała, a zmysły pracują jak u wyżła podczas nagonki.

W naszym klimacie ten szczyt trafia na przedział między czerwcem a wrześniem, z wyłączeniem przerw na trąby powietrzne, gdyż, jak wiadomo, pogoda kompletnie zwariowała. Ciepło, co może najważniejsze, działa na wyobraźnię, a tej, dobrym kochankom, nigdy nie jest za dużo.

Według ankieterów jesteśmy nacją kochanków sypialnianych. To właśnie sypialnia słyszy najwięcej naszych "ochów" i "achów" podczas miłosnych zmagań; procent tych, którzy kochają się w innych częściach mieszkania (kuchni, łazience etc.) jest raczej mizerny. Ci leniwi mają oczywiście czego żałować, bo doświadczenie podpowiada, że każda odmiana, odejście od schematów, przerwanie monotonii potęguje doznania i odświeża intymne relacje. Tym bardziej aktywnym i skłonnym do eksperymentów proponujemy wykorzystanie okoliczności przyrody (lepiej się spieszyć, bo "złota polska jesień" to już dawno mit). Oto kilka pomysłów na seks w plenerze.

Seks w wodzie

W zasadzie każdy akwen jest dobry, choć publiczne baseny odradzamy. Toczący się właśnie w Szczecinie proces przeciwko dwóm dziewczynom o nieobyczajne zachowanie z powodu opalania się topless na plaży nie rokuje najlepiej amatorom mokrego seksu. Złapią, wyciągną za włosy z wody i przegonią nago przez miasto - lepiej sobie odpuścić.

Dobra pozycja. Błogosławiąc słynne prawo Archimedesa o ciele zanurzonym w wodzie, możemy spokojnie rozegrać to w sposób, który na stałym lądzie wymagałby niezłej krzepy. Stoicie naprzeciwko, zwróceni twarzami do siebie. Unosisz ją lekko do góry (znowu kłaniają się podziękowania dla Archimedesa), a ona oplata cię udami na wysokości bioder, przytrzymując się twojej szyi. Jeżeli nie chcecie być gwiazdami amatorskiego nagrania telefonem komórkowym jakiegoś podglądacza, najlepiej, by poziom wody sięgał twojej klatki piersiowej. Wtedy będziecie uchodzić za zwykłą, całującą się parę, których pełno na plażach. Jeżeli uda się wam znaleźć jakąś barierkę lub pomost, ona może się jej uchwycić nad swoją głową.

Ty także możesz to zrobić nad jej głową, gdybyś chciał wzmocnić pchnięcia, ale najprzyjemniejszą cechą wodnego seksu jest pewna miękkość i powolność ruchów, więc chyba nie ma sensu.

Dobry sposób. Z pełną odpowiedzialnością odradzamy plażę w Gąskach. Płynie tam jakiś cholerny prąd i Bałtyk ma temperaturę około 9 stopni, nawet gdy na plaży jest 30 stopni w cieniu. W takich warunkach pingwin cesarski miałby problemy z grą miłosną, a co dopiero normalny, ciepłolubny mężczyzna. To ma być niezapomniane przeżycie, a nie walka z kurczącą się erekcją! Woda wypłukuje także naturalne nawilżenie twojej partnerki - zanim rozpoczniecie, użyjcie lubrykantów, nawilżaczy lub wodoodpornych kremów. Nieco się ślizga, ale zapewniamy, że nie jest to nieprzyjemne doznanie.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje