Śmiej się - strona 4.

Robin: Każdy humor bowiem przyciera ludziom nosa i właśnie dlatego jest jednak trochę bolesny, nawet jeśli ma w sobie więcej życzliwości niż wrogości, na przykład przyjazne docinki.

Reklama

John: W gruncie rzeczy jest krytyką pod czyimś adresem i trudno temu zaprzeczyć.

Robin: Dlatego właśnie humor tak dobrze umie przekłuwać balon nadęcia.

John: Właśnie. Im bardziej ktoś jest nadęty, tym więcej śmiechu, kiedy balon nagle pęknie.

Robin: Oczywiście dlatego ważniacy tak się boją wesołości. Wiedzą, co ich może spotkać, więc żądają namaszczonej atmosfery, bo w niej czują się bezpieczni!

John: Nazywanie tego powagą wprowadza jednak ludzi w błąd! Przygotowałem sobie mały wykład o tym, jak ważne jest, żeby nie mylić powagi z namaszczeniem, bo już kilku ludzi omamił pompatyczny nastrój i nie potrafili zrozumieć, że można całkowicie poważnie dyskutować, a przy tym nieźle się pośmiać.

Robin: Niektórzy sądzą, że w humorze jest coś nierealnego. Myślę, że Arthur Miller miał rację, mówiąc: "Komedia jest prawdopodobnie lepszym odzwierciedleniem życia niż dramat. Jest pełna absurdów, a w tragedii nie może ich być za dużo, bo wtedy robi się śmieszna".

John: Wspaniałe dowcipy są nie tylko głębokie, ale i przekonywające, bo kiedy śmiejesz się z dowcipu, przyznajesz, że jego treść jest prawdą.

Robin: A im poważniejszy temat dowcipu, tym więcej śmiechu wywołuje, ponieważ pociąga za sobą więcej emocji. Nie tylko jednak siła emocji określa intensywność śmiechu. Wracając do Darwina... Pamiętasz, że mówił o potrzebie zaskoczenia. Właśnie im więcej zaskoczenia w dowcipie, tym szybciej następuje rozładowanie emocji i tym serdeczniejszy śmiech wybuchnie.

John: Jestem pewien, że to dlatego w komedii tak istotne jest wyczucie odpowiedniego momentu. Trzeba je także brać pod uwagę przy analizowaniu dowcipów, istnieją bowiem ludzie, którzy potrafią opowiedzieć najlepszy kawał na świecie i spotkać się z kompletną ciszą. Owo wyczucie wiąże się z osiągnięciem maksymalnego ładunku emocji i maksymalnego zaskoczenia w jego rozładowaniu.

Robin: Czy znasz jakieś sztuczki zwiększające zaskoczenie?

John: Przede wszystkim im bardziej oryginalny dowcip, tym zaskoczenie jest większe . Służy temu także stwarzanie oczekiwań, że stanie się coś innego . Pisarze komediowi mówią tu o regule trzech, zgodnie z którą widzowie oczekują, że gdy coś zdarzyło się dwukrotnie, nastąpi także po raz trzeci. Kiedy tak się nie dzieje, zaskoczenie jest większe i tym większy jest śmiech. Tak samo jak w przykładzie o rozśmieszaniu dziecka! Istnieje oczywiście wiele innych sposobów stwarzania podobnych oczekiwań. Na przykład taka sytuacja: Oto do sklepu z aparatami słuchowymi wchodzi mężczyzna i mówi: "Dzień dobry. Chciałbym kupić aparat słuchowy", a facet za ladą odpowiada: "Przepraszam, nie dosłyszałem". Jest to śmieszne, bo zakładamy, że ktoś pracujący w takim sklepie na pewno będzie miał dobry słuch. Nie byłoby to śmieszne u rzeźnika. Możesz też umieścić akcję serialu komediowego w miejscu tak pospolitym i nie pobudzającym wyobraźni jak hotel. Ma to tę zaletę, że każdy był w hotelu i wie, co tam się może zdarzyć! Można też budować oczekiwania po prostu przez przekręcenie popularnego wyrażenia. Kiedy Mohl Sahl powiedział, że prezydent Eisenhower miał manię fachowości, widownia roześmiała się, bo kiedy padło słowo "mania", każdy oczekiwał, że zaraz usłyszy "wielkości" i stąd zaskoczenie.

Robin: Mówiłeś więc o spotkaniu dwóch niezależnych punktów odniesienia oraz o tym, że im więcej emocji towarzyszy temu zdarzeniu i im bardziej jest ono niespodziewane, tym więcej wywołuje śmiechu. Rozmawialiśmy teraz tylko o dowcipach. A jak dalece tłumaczy to komedie, które oglądamy w teatrze, telewizji i kinie?

John: Chwileczkę. Chcę najpierw powiedzieć, jak bardzo mi miło, że chociaż raz ty robisz podsumowanie. Wracając natomiast do twego pytania, odpowiedź jest prosta: nie wiem. Nigdy o tym nie myślałem. Oczywiście tak samo potrzebne jest zaskoczenie, więc i wyczucie odpowiedniego momentu. Jeśli chodzi o emocje, jest nam dużo łatwiej, kiedy obserwujemy ludzi odgrywających jakąś scenę, bo widzimy i słyszymy te emocje - nie musimy ich sobie wyobrażać. Jestem pewien, że komedia spełnia podstawowy wymóg wiarygodności, podwyższając poziom emocji, które widownia przeżywa w takiej sytuacji. W chwili kiedy przestajesz wierzyć w sposób zachowania bohatera, bo jego rola nie jest przekonująco napisana albo aktor kiepsko ją gra, tracisz zainteresowanie akcją i nie będziesz już śmiał się tak głośno i spontanicznie. Nie ma bowiem zbyt wielu emocji, które można rozładować i sztuka staje się po prostu serią dowcipów. Mówiąc zaś o dwóch punktach odniesienia... Muszę cię poprosić, żebyśmy to na chwilę odłożyli postępując zgodnie z regułami stylu otwartego, a ja pogawędzę trochę o Henri Bergsonie.

Robin: Francuskim filozofie, który napisał "Śmiech"?

John: Tak. Znalazł on wyjaśnienie, które było mi przez ostatnie dwadzieścia pięć lat niezwykle pomocne w spojrzeniu na komedię. Powiedział, w wielkim skrócie, że śmiech jest społeczną sankcją przeciwko nieelastycznemu zachowaniu, które wymaga chwilowego znieczulenia serca.

Robin: I to ty wytykasz mi używanie żargonu.

John: Wiem. Zaraz to jakoś spróbuję poukładać. Zacznijmy od nieelastycznego zachowania. Bergson mówi, że ludzie są najbardziej śmieszni, kiedy ich zachowanie staje się bardzo mechaniczne. Myślę, że to prawda. Najbardziej oczywistym przykładem jest zachowanie obsesyjne, które prawie zawsze wzbudza śmiech. czy znasz tę historyjkę Barry'ego Humpry'ego o rozbitku na bezludnej wyspie? Oprócz niego ocalały jedynie pies i świnia...

Robin: Nie znam.

John: Po kilku tygodniach libido rozbitka się wzmacnia, ale oczywiście nie ma szansy ujścia. Wtedy rozbitek zauważa, że świnia wygląda stanowczo lepiej, niż myślał. Pragnie nawiązać z nią bardziej przyjacielskie stosunki, ale kiedy tylko próbuje się do niej zbliżyć, z krzaków wypada na niego pies, zaczyna ujadać, a świnia - w nogi! Tak dzieje się przez kilka tygodni, aż pewnego wieczora rozbitek postanawia, że tym razem nie popuści. Siedzi tak sobie i kombinuje, aż nagle widzi, że przy brzegu pluska się jakaś kobieta. Zachwycająco piękna, no wiesz, wysoka blondynka z niebieskimi oczami, wspaniale zbudowana. Idzie przez plażę w jego kierunku, uśmiecha się i mówi: "Dzień dobry. Czy mogłabym coś dla ciebie zrobić?" A on odpowiada: "Tak. Możesz przez chwilkę przytrzymać tego kundla?" Śmieszne jest to, że facet stał się zupełnie nieelastyczny. Skoro jego libido ukierunkowało się na świnię, nie potrafił zareagować elastycznie, kiedy pojawiła się lepsza opcja. Czy tak byś zdefiniował obsesję?

Strony: 1 2 3 4 5 6

Fragment książki "Żyć w tym świecie i przetrwać"

Wydawnictwo Jacek Santorski & co

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje