Transformerki

Kobiety na kryzys? Okazały się najlepsze.

W '89 roku Małgorzata Niezabitowska, Magdalena Środa, Olga Lipińska, Nina Terentiew, Henryka Bochniarz i Olga Jackowska musiały nauczyć się żyć od nowa. Jak my wszyscy.

Reklama

Ale czuły, że na rewolucji można wygrać. Po dwudziestu latach opowiadają, co robiły, by przetrwać, kiedy płakały, co im się udało, a czego się wstydzą. I co chciałyby jeszcze przeżyć.

Henryka Bochniarz - prezes Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan, prezydent firmy Boeing Central & Eastern Europe

Na pomysł klubu wpadła Henryka Bochniarz, gdy przestała być ministrem przemysłu i postanowiła założyć własną firmę. Przyznaje, zazdrościła mężczyznom, którzy spotykali się przy whisky i cygarze i wspólnie rośli w siłę. Postanowiła zintegrować przedsiębiorcze kobiety. A na początku lat 90. było ich w Polsce niemało. Miało się odbyć jedno spotkanie, ale tak im się spodobało, że stworzyły nieformalny klub. Nazwały go "22", tyle było uczestniczek. Dziś jest ich 25, wciąż niewiele, bo niełatwo się do tego grona dostać. Klubowiczki wspierają się i kłócą, przyjaźnią i rywalizują. Twórczo. Bo kiedy spojrzeć na listę, każda z nich zrobiła dla Polski coś ważnego.

Gdybym miała się znaleźć w encykopedii to jako osoba, której w krótkim czasie udało się zbudować trwałe rzeczy: Polską Konfederację Pracodawców Prywatnych Lewiatan, Nagrodę Literacką Nike, Klub 22, Fundację Prymus wyrównującą szanse edukacyjne dzieci na wsi. W naszych mało stabilnych czasach to osiągnięcie.

Moje wnuki nie uwierzyłyby... Realia komuny są dla nich tak odległe jak Imperium Rzymskie. Cieszę się, że nie znają barier. Dla mnie wyjazd na narty do Austrii był szczytem marzeń. U nich wywołuje takie same emocje jak wycieczka na warszawską Pragę. I to bardzo dobrze.

Nie mogłam powstrzymać łez, gdy jako minister przemysłu w rządzie Jana Krzysztofa Bieleckiego musiałam spotkać się z tysiącami włókniarek z upadających zakładów w Łodzi. Nie wzruszyłam się publicznie, ale potem w samotności tak.

Po raz pierwszy poczułam się Europejką... Na lotnisku w Londynie. Wyciągnęłam dowód i bez dodatkowych pytań przekroczyłam granicę. To było dwa dni po wejściu Polski do Unii.

Po '89 roku musiałam się nauczyć... Wszystkiego! I dlatego, kiedy w komisji trójstronnej słyszę dyskusję, jak trudno przystosować się do nowych realiów, nie rozumiem problemu. Pracowałam przez wiele lat w instytucie naukowym. Zarabiałam niezbyt duże pieniądze, ale wypłacano je zawsze pierwszego. Założenie własnej firmy i wkroczenie w realia gospodarki rynkowej było największą zmianą w życiu.

Czasem się wstydziłam, chamstwa i cwaniackich numerów. Kiedy stoję w kolejce i ktoś próbuje się wcisnąć, reaguję od razu. Wstydzę się też, kiedy przyjeżdżają przyjaciele z zagranicy i muszę z nimi pójść na Dworzec Centralny. Najchętniej sama bym ten dworzec umyła, żeby tak nie cuchnął.

Polki w moim wieku... Byłam na spotkaniu klasy maturalnej. Poza mną i kilkoma innymi osobami wszystkie koleżanki są na emeryturze. Uważały, że upadłam na głowę, bo z własnej woli pracuję. Zastanawiam się, co zrobić, żeby pokazać kobietom w moim wieku, jak są potrzebne i ile fantastycznych rzeczy mogłyby jeszcze zrobić. Kobieta 60-letnia wyjmuje sobie z życia 20 lat, aby oglądać seriale. Zgroza.

Chciałabym jeszcze żyć intensywnie przez 20 lat. Tyle mam pomysłów.

Zazdroszczę młodszym kobietom... Rozmawiam z córką i synową i niczego im nie zazdroszczę. Aśka ma trójkę dzieci, Ania piątkę i widzę, jak się szarpią, jakie mają problemy. Mnie dużo łatwiej było godzić pracę zawodową z życiem prywatnym.

Mam wrogów, bo ludzie sukcesu wzbudzają u nas kontrowersje. Chętniej pochylamy się nad tymi, którzy narzekają, że im się nie udało. Ja mówię: "jest fajnie". I za to niektórzy mnie nie lubią.

W ´89 roku nie wyobrażałam sobie, że będziemy w Unii. Kiedy wyjeżdżałam ze Stanów, przyjaciele żegnali mnie, jakbym jechała na zesłanie, nie było wiadomo, czy wrócę. Polska wydawała się dzikim krajem. Nie mogłam sobie wyobrazić, że tak szybko wszystko się odwróci: nie ja jeżdżę do Ameryki, przyjaciele przyjeżdżają do mnie. Polska jest dla nich ciekawym "odkryciem".

Jeszcze za wcześnie na podsumowania. Potrzebujemy lat, żeby ocenić ostatnie 20-lecie. A w życiu prywatnym mam poczucie, że wciąż tyle przede mną. Właśnie zastanawiam się, jaki kupić samochód. Wśród rodziny trwają dyskusje, czy to ma być porsche, czy maserati. Ale decyzję podejmę sama.

Dowiedz się więcej na temat: Przyjaciele | świat | polki | firmy | Małgorzata Niezabitowska | 20 lat

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje