Uwaga: Podróże odkształcają

Mamy wakacje. Pewnie wiele osób planuje urlop za granicą. Biura turystyczne wywieszają w oknach swoje oferty, linie lotnicze ogłaszają sezonowe promocje. Granice się pootwierały, ceny wpadły w konkurencję i w efekcie co raz więcej Polaków może pozwolić sobie na przyzwoite wakacje pod palmą, czy weekend w dowolnej stolicy Europy.

Wiem, że to kusi, że się śni po nocach. Tak wyrwać się stąd na moment, zobaczyć jak to jest gdzieś indziej. Tak pooddychać innym powietrzem, na inne twarze popatrzeć. Sama ostatnio skorzystałam z okazji i poleciałam w cholerę, na trzy dni do Londynu. I teraz strasznie żałuję. I radzę wszystkim - nie ruszajcie się lepiej z domu. I błagam - pomyślcie dwa razy, nim spakujecie walizkę. Istnieje zagrożenie, o którym nie informują żadne przewodniki turystyczne. PODRÓŻE ODKSZTAŁCAJĄ! Powrót z urlopu do znanej nam rzeczywistości może okazać się tak kłopotliwy, jak próba wciśnięcia się w ukochane jeansy sprzed kilku sezonów. Człowiek bardzo by chciał, ale już nie może. Bo tak się odkształcił.

Reklama

Co za diabeł mnie podkusił, żeby kupić ten bilet? Jak mogłam tak nie mieć serca, zostawić dziecko z konkubentem i sobie fru! - w dalekie strony? Sama mam za swoje. Że niby na zakupy, tak? A co, nie ma tu sklepów u nas? Że niby odwiedzić ulubione miejsca? A co, miejsc tu fajnych brakuje? A było siedzieć cicho pod miotłą, a nie hulać gdzieś po zagranicach! Teraz na ratunek za późno. Teraz to tylko sobie najwyżej mózg zoperować i powycinać te części, co za zdolności porównawcze odpowiadają. Bo inaczej się nie dopasuję.

Pretekst miałam wiarygodny - zdobyć kieckę na Top Trendy, bo jakoś człowiek musi wyglądać w tej telewizji, tak? A ja tu matka blada, ciągle niewyspana, w podkoszulkach w mleczne plamy. Tak dalej być nie może, pomyślałam. Do zakupów nie mam talentu ani cierpliwości. Ale w Londynie jakoś mi to mniej przeszkadza. Poza tym, chciałam zwyczajnie odsapnąć od intensywnego życia rodzinnego. Każdemu się czasem należy, co nie?

Starałam się jak mogłam. Rano w metro i na sklepy. Ale gorąco było i w końcu pierwszego dnia wylądowałam w kinie. Oczywiście filmów do obejrzenia było tyle, że z trudem dokonałam wyboru. W końcu zdecydowałam się na dramatyczny, hipnotyzujący obraz "Forty Shades of Blue" (reż. Ira Sachs. Polecam.), po którym doznałam emocjonalnej zapaści i nie nadawałam się już do niczego. Ilość zakupionych sukienek: 0.

Dzień drugi zaczął się podobnie, czyli od wielkich nadziei i szczerych zamiarów. Ale pech chciał, że akurat Anglia z Portugalią spotkały się w ćwierćfinale, więc całe popołudnie spędziłam na nerwowym poszukiwaniu wolnego kawałka przestrzeni w jakimkolwiek pubie, żeby ze swoimi (od strony konkubenta) aktywnie pokibicować. To był dramat. Nigdzie mnie nie wpuścili z powodu przepełnienia lokali. Przemaszerowałam cały mecz, potem dogrywkę, w końcu na karne dotarłam do hotelowej knajpy, by tam ze łzami w oczach, obgryzionymi paznokciami i niedopitym piwem w ręku doświadczyć wspólnego poczucia porażki z tłumem, wstawionych już nieco, angielskich miłośników futbolu. Ilość zakupionych sukienek: nadal 0.

Na trzeci dzień ugrzęzłam w China Town (Ach, te zapachy!), a potem (po długim namyśle na co się zdecydować) w galerii Tate Modern na przekrojowej wystawie prac Kandinskiego (Rewelacja!). Na trzy godziny przed wylotem, w desperackim transie, udało mi się zakupić kieckę. Kolejną "zwykłą czarną", pasującą do całego zestawu podobnych koleżanek z szafy. (Niemodna, ale co tam. W końcu występujemy w kategorii "top", a nie "trendy").

I tak oto zleciał mi weekend w Londynie. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie dwa fakty. Pierwszy, natury fizycznej, polegający na pewnej uciążliwości związanej z koniecznością regularnego odciągania mleka produkcji własnej. Drugi, natury mentalnej, związany z natręctwem porównań jakie mnie tam dopadło i nie chciało odpuścić. Już nawet nie chodzi o przepaść między tym co proponuje Londyn, a co ma w ofercie Warszawa w zakresie uciech dla duszy, umysłu i ciała. Wystarczy przejść się ulicą po centrum obu stolic, żeby bez wysiłku dostrzec daleko głębiej sięgające różnice. Wystarczy tam i tu włączyć sobie telewizor. Wyrywkowe przykłady mówią same za siebie.

Dowiedz się więcej na temat: Anglia | wakacje | podróże

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje