Weronika z Zamościa:

Oddałabym wszystkie łzy ziemi, gdyby do niej powinny należeć. Gdyby to było ich miejsce. Tam przeistaczałyby się w nietykalne źródła. Spływałyby w głąb nieświadomości do samego serca nieznanego imieniem Boga, który kiełkuje suchą trawą, wybucha gejzerem, mówi górą pod którą schną nasze dusze. Moja i Jego.

W jego oczach budzą się noce. Ciemnieją zamojskie ulice. Na pociechę anioł wybaczy nam grzechy wyryte alfabetem zmarszczek na skórze miasta. Napiętej jak nasze powroty nad ranem. Jego dusza stanowi dla mnie zwierciadło świata. I nawet jeśli ten świat już dawno zatracił swój kształt, ja wciąż go widzę. Łagodnymi promieniami odbijający się w błękicie oczu.

Reklama

Wieczorami ubiera mnie w sukienkę utkaną z własnego dotyku. I pragnąc być ciszą trwa na wieki zamknięty bezpiecznie w czeluści każdej z moich dwukolorowych źrenic. I w ramce przy łóżku. Niewymownie...a jednak...

Za każdym razem gdy o nim myślę odnajduje tę głęboko ukrytą nić łączącą mnie z oddechem. Za każdym razem gdy jest przy mnie czuję podmuch rozproszenia, przeciąg który otwiera drzwi, momentalnie każde słowo idzie jak konfetti w rozsypkę. Cisza...i święta rzeczywistość w której na zawsze pozostaniemy.

Godzina 16.40

Odjazd - To przecież nie odejście, przecież... W pamięci na zawsze zostanie tamten czas, a kiedy na peron wjedzie rozświetlony pociąg zacznie on tworzyć piąty żywioł - białość, ciszę, pustą nostalgię za czymś nieokreślonym. I stanie zegar słuchu i dotyku. I powróci za dobrze mi znana infekcja ? tęsknota. Aż do wieczornego smsa...potem przerodzi się w śmiertelną chorobę.

A ja będę czekać.

I czekam.

Bo nie da się żyć bez powietrza...

Tekst jest pracą nagrodzoną w konkursie "Mężczyzna moich marzeń"

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje