Wielka rola małych przyjemności

Codzienność dostarcza wielu drobnych powodów do szczęścia.

Jeśli je dostrzegamy oraz umiemy się nimi cieszyć bez winy i poczucia wstydu, jesteśmy pogodne, zrelaksowane, bardziej życzliwe. A to służy nie tylko nam, ale wszystkim domownikom.

Reklama

Droga do szczęścia jest często prostsza, niż nam się wydaje. Nie zawsze potrzebujemy ekstrapowodów: zagranicznych wojaży, drogich prezentów czy supermodnych ciuchów. Codzienność, choć bywa monotonna i szara, ma swoje kolory, a szczęście jest czasem na wyciągnięcie ręki. Drobne przyjemności, na które sobie pozwalamy, pomagają nam się odprężyć i przywracają siły. I mogą dać szczęście.

Ja po prostu kocham polskie filmy

W domu Elżbiety po kolacji w kuchni zostaje mąż, dzieci i... brudne naczynia. Ela z wdziękiem i rozbrajającym uśmiechem mówi: "Może to głupio, że was zostawiam samych z tym bałaganem, ale ja po prostu kocham polskie seriale". Potem spokojnie zasiada przed telewizorem. Co na to jej rodzina?

- Nic. A dlaczego w ogóle miałabym ich pytać o zdanie? - dziwi się Ela. Według niej, robienie sobie drobnych przyjemności przez wszystkich członków rodziny, to coś zupełnie naturalnego. - Mąż rezerwuje sobie telewizor, gdy jest mecz. Dzieci godzinami siedzą przy komputerze. Dlaczego ja miałabym rezygnować z tego, co lubię? Patrząc na Elę, wydawać by się mogło, że korzystanie z przyjemności na co dzień jest proste - mam wielką ochotę na coś, więc to zrobię. Ale okazuje się, że to nie dla wszystkich jest tak oczywiste i proste! Często coś nas powstrzymuje. Coś mówi: nie powinnaś, nie masz prawa, co pomyślą inni, nie przystoi w twoim wieku...

Skąd biorą się te ograniczenia? Najczęściej z naszych przyzwyczajeń i wzorców wyniesionych z domu rodzinnego. Jeśli jako dziewczynki widziałyśmy mamę, która zawsze sama zmywała po kolacji i zwykle rezygnowała z czegoś, by innym było dobrze i miło, może być nam trudno postępować inaczej. Co wtedy? Przeszłości nie zmienimy, ale mamy wpływ na to, co dzieje się dziś, na własne decyzje i wybory. Warto zadać sobie pytanie: czy chcę zachowywać tradycję wiecznie zapracowanej i zmęczonej kobiety? A może wolę korzystać choć z krótkich chwil relaksu, być wesoła, zadowolona z życia? Zastanówmy się, komu tak naprawdę potrzebne jest ciągłe "poświęcanie się" mamy czy żony? Czy nasi bliscy są szczęśliwi, kiedy widzą, że robimy wszystko tylko dla nich, nigdy nic dla siebie? Że coraz częściej jesteśmy z tego powodu zmęczone, smutne albo rozzłoszczone? Jeśli rezygnujemy ze swoich przyjemności, pragnień, rozmyślamy o tym, na co nie możemy sobie pozwolić (bo nas nie stać, nie mamy czasu, mąż będzie się gniewał, sąsiadki plotkowały...), coraz więcej jest w nas smutku i złości.

Alicja, przyjaciółka Eli, jest gospodarną, zaganianą żoną i matką nastolatka. Zawsze bardzo lubiła śpiewać. Jesienią zapisała się do chóru. Dwa razy w tygodniu wychodziła na próby. Poznała tam ludzi, którzy podzielają jej pasję. To było takie miłe - po zajęciach choć z pół godziny pogadać i pożartować z nimi! Chodziła na próby dwa miesiące. I zrezygnowała.

Dowiedz się więcej na temat: szczęście | codzienność | Radość | przyjemności

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje