Wierzę w znaki

Samochód terenowy kupiła, gdy zgodził się na to jej psychoterapeuta. Nie wyrzuca starych mebli. Na targu dalej robi zakupy "na krechę". Katarzyna Grochola twierdzi, że sukces jej nie zmienił i wciąż ma tych samych przyjaciół. W czerwcu ukazała się jej nowa powieść: Trzepot skrzydeł.

Po dwóch latach choroby odeszła na zawsze jej mama. Katarzyna opiekowała się nią w domu. Gdy zadzwoniłem, chcąc umówić się na wywiad, powiedziała tylko: "Przepraszam, nie mogę rozmawiać". Spotkaliśmy się tydzień po pogrzebie. Przyjęła mnie w domu pod Warszawą, poczęstowała herbatą, zaproponowała obiad. Uśmiechała się i żartowała. Ale jej najnowsza powieść nie jest do śmiechu. To historia żony bitej przez męża.

Reklama

Napisałaś smutną powieść?

Katarzyna Grochola: Ależ nie. Książka kończy się dobrze. I jest o miłości. On ją naprawdę kocha nad życie. I najlepiej wie, w czym jej będzie dobrze i z kim może się spotykać. I tylko dla jej dobra musi ją czasem trzasnąć.

Dlaczego o tym piszesz?

Bo takich kobiet jest wokół mnóstwo. Tylko nie wolno o tym mówić. Jedna na sto może się przyzna. Bo jak to wygląda? Przecież oboje z mężem są wykształceni, cudowni i nagle na spotkaniu z przyjaciółką ma powiedzieć: "To sine oko to nie szafka w kuchni. To mój mąż"?

Masz takie znajome?

Mam. I zapewniam cię, że ty też masz. W związku łatwo jest przekroczyć granice. Zaczyna się niewinnie: " Nie idź do koleżanki. Posiedźmy w domu". Nakręca się wzajemne uzależnienie. I pojawia przemoc.

Żyłaś z oprawcą?

Jest coś ze mnie w każdej postaci książki. Prawdopodobnie również jestem tym facetem, który kochał do krwi.

Bijesz swojego Krzysia?

Z Krzysztofem nie awanturujemy się, on w ogóle nie umie się kłócić! Ale kilku mężczyzn, z którymi byłam, miałam ochotę zamordować. Przychodziły takie chwile, że myślałam: zabiję. Oni, żeby pozostać sprawiedliwym, również mieli takie momenty, że chcieli mnie ukatrupić.

W powieści opisujesz małżeńskie manipulacje. Byłaś od tego specjalistką?

Byłam pełna naiwności i niewiedzy. Manipulacja to wiedza stosowana świadomie. Miałam taką koleżankę, która powtarzała: "Zawsze siadaj przy facecie z ręką odgiętą do tyłu, żeby pokazać biust".

Siadałaś?

Nie, bo to niewygodne. Poza tym na co mi taki facet, który nie widzi, że mam piersi? Trudno mi stosować takie chwyty, bo jestem nieśmiała.

Ty?

Nie wierzysz? Sposobem na moją nieśmiałość jest kontakt z ludźmi. Może dlatego sprawiam wrażenie otwartej. A w ogóle jestem przestraszona. Walczę z tym, jak potrafię. Piszę wesołe książki. Chcę wierzyć, że świat jest miejscem przyjaznym i dobrym.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje