Wierzę w znaki

Dobrze więc przyjaźnić się z Grocholą. I co można dostać?

Reklama

Nie powiem, bo wtedy straciłabym to coś, co się dostaje, dając.

Kupiłaś wymarzony wóz terenowy?

Tak, ale dopiero gdy Wojciech Eichelberger na terapii dał mi błogosławieństwo. Kiedy pojawiły się pierwsze pieniądze, kupiłam sportowy wóz, używanego seata cordobę. Śliczny, żółciutki. Ale dalej marzyłam o terenówce. Gdy Wojtek mi pozwolił, oddałam seata rodzinie. Mam terenowy.

Dwóch naraz nie można mieć?

Może można. Ale ja nie chcę. Mam emocjonalny stosunek do rzeczy. Dla mnie jest coś niedobrego w tym, że mam pozbyć się foteli, które mam od 18 lat. Więc nie wyrzucam. Obijam na nowo. Mam dywan, który nie pasuje do tego pokoju, ale kupiłam go za pierwsze zarobione pieniądze do pokoju córki. Nie mogę wyrzucić. Uważam, że przedmiotów się nie wymienia, kiedy się znudzą. One są mi powierzone na czas tego życia.

Masz zamiar zginąć pod stosem niepotrzebnych rzeczy?

KG:Raz na jakiś czas robię przewietrzenie. Pierdółki oddaję przyjaciołom. Meble, gdy ktoś potrzebuje. Osiem miesięcy temu brat z Krakowa zabrał cały samochód moich mebli do brata w Gorzowie.

Więc nie gromadzisz?

Gdy przechodzę koło targu staroci na Kole, nie mogę się oprzeć, żeby nie kupić pozłacanej ramki za 5 zł. Ramek się nie pozbywam. Trzymam w nich ulubione zdjęcia. I jestem łakoma.

A że dobrze Ci się powodzi...

To tyję. Gdy nie miałam pieniędzy, nie mogłam sobie kupować dobrych rzeczy. A teraz szparagi zapiekane z beszamelem na masełku kuszą. I ja ulegam.

A popularność jak smakuje?

Wiesz, gdy mieszkałam na Woli, byłam popularna na Woli. Miałam zaprzyjaźnionego pana, który odkładał dla mnie polędwicę wołową. A drugi sprowadzał dla mnie słoiczek małży. Jezu, jakie to było dobre - uwielbiałyśmy z córką. A jakie drogie. W tej biedzie stać mnie było raz na cztery miesiące na mały słoiczek. Nie rozumiem, jak jeszcze bardziej mogę być popularna.

Obecność w telewizji nie dodaje poczucia większej wartości?

Nie mogę siebie oglądać. Jestem straszna. Dobrze, że to inni mnie oglądają, a ja nie muszę. Nie boję się kamery. W ogóle nie wierzę, że kamera działa i przesyła mój obraz w świat. Dlatego nie mam żadnych hamulców. Garbię się, robię głupie miny, jak w życiu. I to jest koszmar.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje