Wierzę w znaki

Żadnych głasków?

Reklama

Oczywiście bywa miło. Jadę pociągiem, we Wrocławiu wchodzi do mojego przedziału, który jest całkiem pusty, dziewczyna. Zamyka drzwi i pyta: "Przepraszam, pani Grochola?". Mówię, że tak, a ona robi premierowskie: "yes, yes, yes!" i wychodzi. Śmieszne i fajne. Przed świętami jakaś pani chwyta mnie na targu i pyta: "Mogę pani podać rękę?". Zgadzam się, a ona: "Na święta dotknęłam Grocholi!". To sympatyczne. Ale nie powoduje, że jestem ładniejsza, szczuplejsza i mądrzejsza.

W Twojej łazience znalazłem pismo otwarte na artykule: "Zróbmy sobie nowe piersi". Poważnie o tym myślisz?

Romek, żebyś ty wiedział, ile dziewczyn po operacjach plastycznych pisało do mnie, kiedy odpowiadałam na listy w "Jestem" i "Poradniku Domowym". Pomijam błędy w sztuce: jedna pierś mniejsza, druga większa, przesunięte brodawki albo blizny, które się nie goją. Ale one rozpaczały, bo te operacje miały im coś załatwić: ktoś miał pokochać, życie miało być lepsze. Wydały pieniądze, mają blizny - i nic. Kompletna rozpacz. Jeżeli ktoś ma defekt, niech sobie go likwiduje. Ale poprawa tożsamości? Na to nie dam się nabrać.

Botoks, lifting nie wchodzą w grę?

Jeszcze niedawno krzyknęłabym: nie, nie, nie. Ale jak ostatnio spojrzałam w lustro, pomyślałam, że najwyższy czas. Tylko przerażają mnie te skalpele, zastrzyki. Nie chcę też wyglądać jak połowa aktorek po 50. Martwa, naciągnięta twarz. Żadnej zmarszczki, która świadczyłaby o tym, kim byłam, że cierpiałam albo się śmiałam. Tyłek bym sobie zrobiła. Ale jak można siedzieć na silikonie? Ostatnio dowiedziałam się, że krematoria nie przyjmują osób z silikonem. Trzaska im w spalarni. Człowiek posuwa się do takich głupich rzeczy, żeby udawać, że jest nieśmiertelny. Zamiast zająć się swoją śmiertelnością w najlepszym znaczeniu tego słowa: kochać, dbać o siebie, dbać o świat, który został nam dany. Robić piękne rzeczy, wzruszyć lub rozśmieszyć kogoś. Sprawić, że świat będzie choć przez godzinkę lepszy.

Mówisz tak, bo dopiero co doświadczyłaś śmierci mamy?

To prawda, śmierć bliskiej osoby mocno uświadamia, jak niewiele czasu mamy. Szkoda go marnować. Chcę rzucić papierochy. I pojechać do Wietnamu.

Mama odchodziła w domu?

Tak, ale nie chcę o tym mówić, wybacz. Ale umierała tak, jak powinien każdy z nas, w otoczeniu swoich bliskich.

Gdy rodziców zabraknie, człowiek się zmienia?

Wtedy zmienia się świat. Ale za wcześnie mnie pytasz. Jeszcze tego sobie nie poukładałam. Na szczęście jestem osobą wierzącą. Ufam, że umieranie ma sens. I bardzo jestem tego sensu ciekawa. Wczoraj do domu wpadł ptak: śliczna, mała sikorka. Piękna modraszka fruwała po pokoju. Dla mnie to znak.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje